Strona główna
Czym są wspólnoty
 przymierza?
Historia wspólnoty
Treść przymierza
Nasza wspólnota
Wydarzenia
Nauczanie
Archiwum
Słowo Boże
Adres
Linki
Archiwum konferencji
BYĆ DZIECKIEM BOGA

Jako chrześcijanie jesteśmy dziedzicami Królestwa Niebieskiego. Jednak na razie żyjemy na tym świecie. Doświadczamy tego wszystkiego, co z tą rzeczywistością się łączy. A choć tak mocno pochłaniają nas sprawy tego świata, coraz więcej osób jest niezadowolonych z tego, co się na nim dzieje. Wzrasta fala zła. Dotyka ona przecież i wielu ludzi, którzy sobie po prostu na zło nie zasłużyli. To zło zaczyna się coraz mocniej wdzierać do serc i umysłów. Zaczynamy się kierować jego kategoriami, choć często tego nie chcemy, nie zdajemy sobie z tego sprawy, czy nie chcemy się do tego przyznać. Taki stan rzeczy najczęściej rodzi bunt. Co robić, aby było inaczej, aby było lepiej?
Dla jednych drogą do przemiany stają się rewolucje. Chwytają za broń, lecz zamiast dobra i radości sieją krzywdę i cierpienie. Inni proponują rewolucje ustrojowe. Piękne i wspaniałe programy opracowane przez najlepszych fachowców mają doprowadzić do zmiany oblicza tego świata. Najczęściej jednak, te ich programy, to tylko utopia. Puste słowa, które nie zdają egzaminu wobec pokusy władzy, czy w zetknięciu się z rzeczywistością. Inni po prostu czekają. Hasło: "Poczekamy zobaczymy" najczęściej jednak pozwala rozwijać się złu, które jest bardziej agresywne od dobra.
W planach przemiany świata wciąż szuka się czegoś nowego. Dlatego zapomina się w nich o Bogu. Przecież religia istnieje już tyle wieków i co z tego? Zapomina się jednak, że obraz świata jest taki, jaki jest, nie z winy religii, tylko z powodu nierealizowania jej zasad. Może tak dobitnie ukaże nam to świadectwo pewnego człowieka z tak zachwycającego nas zachodu. Swoje przeżycie, którego doświadczył pewnego dnia zawarł w takim opisie: "Codziennie przemierzam samochodem swe miasto. Ogłuszający hałas, przykre zapachy, sterty śmieci i odpadków, zatrute wody, zatarasowane samochodami i ludźmi chodniki i ulice. Gdzie spojrzeć tam gniew i nienawiść jednych wobec drugich: kierowców wobec pieszych, sprzedawców wobec kupujących, robotników wobec właścicieli, dzieci wobec rodziców. Pewnego dnia na końcu mej podróży znalazła się jej meta: wielki klasztor. Przechodzę przez bramę i nagle cały świat wokół mnie się zmienia. Cisza, piękno i pokój. Gościnność zakonników pozwala odczuć, że ci ludzie, mimo wszystko, starają się czynić dobro i jeszcze wierzą, że można kochać". I kto w oparciu o taką rzeczywistość może powiedzieć, że wiara, że Bóg przeszkadzają budować lepszy świat? Przecież Bóg nie wzywa do czego innego, jak tylko do czynienia dobra, do tego, abyśmy się wzajemnie miłowali (zob. J 13,34).
Niektórzy ludzie patrząc na narastające wokół zło mówią: "A cóż ja mogę?", "Czy w tym świecie warto być dobrym?", "Czy moje dobre czyny mają jakieś znaczenie, czy mogą coś zmienić?". Pierwszą odpowiedź na te pytania możemy znaleźć w Ewangelii św. Mateusza: "Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą, i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną" (Mt 6,20). Tym jest właśnie czynienie dobra. Gromadzeniem sobie skarbów, których nikt i nic nie będzie nas w stanie pozbawić. Jest to najlepszy kapitał w naszym życiu. Inną odpowiedź podsuwa nam św. Paweł: "Czyż nie wiecie, że odrobina kwasu całe ciasto zakwasza?" (1 Kor 5,6). Czasami bywa tak, że jedna osoba może swym złym postępowaniem zepsuć całe spotkanie. Czy jednak nie może być odwrotnie? Czasami jedna osoba może wielu pomóc odkryć dobro. Może pomóc im zastanowić się czy nie warto żyć inaczej.
Oczywiście takich stwierdzeń można by przytaczać więcej. Jednak i tak pozostało by to jeszcze jednym programem streszczającym się w wezwaniu: "W imię Boga czyń dobrze". Jednak i ten program mógłby w końcu doprowadzić do zniechęcenia i rezygnacji, albo do samozadowolenia i pychy. Jeśli chcemy, aby ten program zdał egzamin, potrzebna jest jedna rzecz.
W Liście do Rzymian św. Paweł stwierdza: "stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych" (Rz 8,19). Istotą przemiany świata nie jest więc taka czy inna rewolucja, taki czy inny program. To zmieni struktury, ale nie zmieni serca. Istotą przemiany świata jest stanie się dzieckiem Bożym. Jest to coś, czego potrzebują wszyscy i każdy z nas.
Co zrobić, aby stać się dzieckiem Bożym? W Ewangelii św. Jana czytamy: "Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi" (J 1,12). Dzieckiem Bożym czyni mnie nie realizacja jakiegoś programu, ale przyjęcie Jezusa do swego życia. Wielu mówi, że to uczynili. Niektórzy na oazie młodzieżowej. Inni na spotkaniach charyzmatycznych. Jeszcze inni twierdzą, że czynią to podczas komunii świętej. Po czym jednak poznać, że to jest fakt, a nie tylko słowa? To proste. Kiedy przyjmuję kogoś do swego domu, to jego obecność zaczyna kształtować me życie. Nie mówię tej osobie: "Posiedź sobie tu na chwilę, bo ja teraz chcę poczytać", ale na niej, na jej obecności się skupiam. Jej obecność jest dla mnie czymś realnym i konkretnym. Z jednej strony to mnie do czegoś zobowiązuje. Jest oczywiste, że przy gościu nie zrobię pewnych rzeczy. Z drugiej strony ta obecność dopinguje. Pomaga coś zrobić, nawet jeśli mi się nie chce. Tak samo muszę traktować Jezusa. Jeśli naprawdę Go przyjmuję do swego życia, to Jego obecność musi mieć od tej pory wpływ na to życie.
Wróćmy więc jeszcze raz do postawionego problemu. Po czym można poznać, że naprawdę przyjąłem Jezusa i dzięki temu stałem się dzieckiem Boga? Otóż najprościej można powiedzieć, że Jezus jest Panem i Zbawicielem mojego życia. Jeśli przyjmuję Jezusa jako Pana, to pozwalam Mu kształtować swe życie. Zgadzam się na to, aby On mi mówił, co mam robić. I to nie jest tak straszne, jakby się niektórym mogło wydawać na początku. Zobaczmy jedną rzecz, aby się o tym przekonać. Jeśli ktoś chce mieć ładny dom, to zaprasza do siebie dekoratora wnętrz i prosi go o rady. Ten obcy człowiek w jego własnym domu mówi mu, co ma robić i właściciel go słucha. Nie protestuje. Przestawia meble. Zmienia rozmieszczenie kwiatów. Zmienia kolory ścian. Dla niego to jest oczywiste, że, jeśli chce mieć ładny dom, musi słuchać rad znawcy.
W Psalmie 127 czytamy: "Jeżeli Pan domu nie zbuduje, na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą" (Ps 127,1). Jeśli chcemy, aby dom zwany światem, ojczyzną, rodziną, czy naszym życiem był porządny to słuchajmy tego, który najlepiej zna się na życiu. Dobrze na tym wyjdziemy. Przecież wiemy, że Jezus nie uczy niczego złego. Dlatego prawdziwe przyjęcie Jezusa do swego serca można poznać po nowym życiu, które układa Jezus. Tutaj trzeba pamiętać, że nowe życie to nie to, co ty robisz dla Jezusa. Jest różnica między byciem pobożnym, a byciem wierzącym. Nowe życie to robienie tego, co chce Jezus.
Po drugie, jeśli przyjmuję Jezusa, to przyjmuję Go jako Zbawiciela. A cóż to oznacza? Oznacza to, że pamiętam o tym, czego Jezus dokonał na krzyżu. Wtedy wiem, że Jego miłość jest potężniejsza od moich grzechów. Jego Krew je gładzi. To daje mi radość. Napełnia serce nadzieją pełną nieśmiertelności. To pomaga mi zrozumieć, że mogę czynić dobro, bo do tego zostałem wyzwolony. To jest właśnie przyjęcie Jezusa. Na zewnątrz może niewiele się zmieniło, ale w sercu jest inaczej. Nie ma już tam pustki, bo jest obecność Jezusa, który mi stale towarzyszy, podnosi, poucza, prowadzi i pomaga.
Co jeszcze mówi Biblia o staniu się dzieckiem Bożym? W Liście do Rzymian czytamy: "Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, by się znowu pogrążać w bojaźni, ale otrzymaliście ducha przybrania za synów, w którym możemy wołać: 'Abba, Ojcze!'" (Rz 8,14-15). Św. Paweł stwierdza w tym fragmencie pewien fakt dokonany: my, jako chrześcijanie, już otrzymaliśmy Ducha Świętego. To On czyni nas dziećmi Bożymi. To dzięki Niemu nie musimy trwać w niewoli grzechu, nie musimy obawiać się o swą przyszłość. Jest tylko jeden mały warunek. Trzeba się dać temu Duchowi prowadzić i kształtować.
Jest taka historia dziewczynki znalezionej kiedyś w Indiach. Żyła ona w lesie. Była wychowywana przez wilki i, choć była człowiekiem, zachowywała się jak wilki. Biegała na czworakach, jadła surowe mięso i wyła jak wilk. Kiedy ją znaleziono zabrano do miasta i zaczęto uczyć żyć "po ludzku". Dano jej odpowiednie środowisko do bycia w pełni człowiekiem. Wtedy znów zaczęła być sobą.
Niestety człowiek może stracić swoją tożsamość. Może zapomnieć, że został stworzony na obraz i podobieństwo Boże. Wychowywany przez to, co nazwiemy najogólniej duchem czasów, zatraca swój charakter dziecka Bożego, tak że prawdziwym staje się powiedzenie: "Człowiek człowiekowi wilkiem". Między innymi dlatego Jezus posłał Ducha Świętego, aby On nas nauczył żyć "po Bożemu", abyśmy dzięki Niemu znów stali się prawdziwymi dziećmi Boga, abyśmy dzięki Niemu mogli otrzymać odpowiednie środowisko do stawania się w pełni człowiekiem.
Dlaczego jest to takie ważne, abyśmy pamiętali, kim jesteśmy, a mianowicie, że jesteśmy dziećmi Bożymi? Przede wszystkim dlatego, żeby nie zmarnować praw, jakie zostały nam dane. Przypomnijmy sobie jeden z fragmentów Listu do Rzymian: "Sam Duch wspiera swym świadectwem naszego ducha, że jesteśmy dziećmi Bożymi. Jeżeli zaś jesteśmy dziećmi, to i dziedzicami: dziedzicami Boga, a współdziedzicami Chrystusa, skoro wspólnie z Nim cierpimy po to, by też wspólnie mieć udział w chwale" (Rz 8,16-17). Będąc dzieckiem Boga, stajemy się dziedzicami Jego królestwa. Królestwa sprawiedliwości, pokoju, dobra, miłości. Królestwa, w którym nie będzie łez, smutku, cierpienia, ani śmierci (zob. Ap 21,4). Któż z nas nie chciałby być w takim królestwie? A będzie w nim ten, kto pragnie być dzieckiem Boga.
Jeżeli będziemy dziećmi Boga, mamy także już teraz śmiały przystęp do tronu Jego łaski (zob. Ef 3,12). Spróbujmy sobie wyobrazić, w jakiej postawie przed królem stoi sługa, a w jakiej dziecko. Tego właśnie pragnie dla nas Bóg, abyśmy mogli przychodzić do Niego jako Jego dzieci. Nawet kiedy upadniemy czy zbłądzimy na drogach swego życia, możemy powrócić. Najlepszym obrazem tego, jak Bóg traktuje dzieci, które zbłądziły, lecz chcą wrócić do Niego, jest przypowieść o synu marnotrawnym (zob. Łk 15, 11-24).
Pamięć o Bogu jako Ojcu może wypełnić serce nadzieją i uczynić śmielszą naszą modlitwę, bo przecież: "Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą" (Mt 7,11). Ziemscy rodzice, jak tylko potrafią, troszczą się o swoje dzieci. Tym bardziej chce to czynić Ten, który jest Ojcem wszystkich ludzi, i który jest miłością. Jeżeli więc będziemy pamiętać o tym fragmencie i o fakcie bycia dzieckiem Bożym z większą ufnością będziemy wołali do Boga.
W Liście do Galatów św. Paweł pisał między innymi: "Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej" (Ga 4,6-7). Bycie dzieckiem Bożym daje nam wolność od zła, które tylu ludzi zniewala. Dziecko ,Boże nawet jeśli upadnie, natychmiast może powstać. Są natomiast osoby, które stają się dziećmi grzechu, niewolnikami swych własnych pożądliwości, którzy popełniwszy raz zło wchodzą na jego drogę. Przed nimi przestrzegał św. Paweł pisząc: "Z powodu nich nadchodzi gniew Boży na synów buntu" (Kol 3,6).
W końcu, to, aby być dzieckiem Boga, jest dla nas wyzwaniem. Przypomnijmy sobie stwierdzenie z Listu do Rzymian: "Bo stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych" (Rz 8,19). Pamięć o tym, że mamy być dziećmi Boga, jest ważna nie tylko dla nas, ale i dla całego stworzenia. Nieraz chroni się pewne gatunki, na przykład zwierząt, aby nie wymarły, bo zostałaby zachwiana równowaga ekologiczna, a to zagroziłoby całemu środowisku. Podobnie jest na płaszczyźnie duchowej. Jeśli nie będzie dzieci Bożych, środowisko duchowe zostanie zniszczone, a to doprowadzi do poważniejszych tragedii, niż nam się może wydawać.
Tak więc dla dobra własnego i innych pamiętajmy, że jesteśmy dziećmi Bożymi i starajmy się nimi być, poddając swe życie Jezusowi, dając się prowadzić Jego Duchowi, pamiętając, że mamy Ojca, który jest w niebie. Tylko zachowanie tej tożsamości może pomóc nam zmienić świat.
do góry
WebDesign © by Szymon Rochowiak | Copyright © 2002-2006 EGEIRO
Wszelkie prawa zastrzeżone