|
Archiwum konferencji
DUCH A CIAŁO
Na początku piątego rozdziału Listu do Galatów św. Paweł stwierdza: "Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli" (Ga 5,1). Potem jednak kieruje do nich dość ostre słowa: "Biegliście tak wspaniale! Kto przeszkodził wam trwać przy prawdzie? Wpływ ten nie pochodzi od Tego, który was powołuje. Trochę kwasu ma moc zakwasić całe ciasto" (Ga 5,7-9). Na naszej drodze wiary także są różne okresy. Okresy wzlotów i załamań. Można by powiedzieć: lepsze i gorsze. To, że przestajemy we właściwy sposób podążać drogą wiary, ma właściwie jedno źródło. Najczęściej tak łatwo zrzucamy winę na jakieś czynniki zewnętrzne. Mówimy: takie jest życie, ludzie mnie namówili, w Kościele nie podoba mi się to, czy tamto, Szatan mnie zwiódł i tym podobne rzeczy.
Powodów, którymi tłumaczymy swe załamanie, zrezygnowanie z radykalizmu, czy wręcz odejście od Boga, możemy wymyślać wiele. Jednak tak naprawdę, to jest on tylko jeden i w ostateczności tkwi gdzie indziej. On tkwi w nas. A rozpoczyna się, gdy zapominamy o tym, co uczynił dla nas Bóg, o Jego łasce, o otwarciu się na działanie Ducha Świętego, który porusza nasze serca. Bóg i wiara przestają być dla nas największą radością. Zanika modlitwa uwielbienia. Znikają siły pozwalające trwać wiernie przy Bogu.
Wszelkie problemy na drogach wiary pojawiają się najczęściej wtedy, gdy zapominamy o najważniejszym chyba pytaniu, które Chrystus nieustannie zadaje każdemu z nas. Pytanie to brzmi: "Czy ty Mnie kochasz?" (por. J 21,17). Tak to już jest, że gdy słabnie miłość do Boga, wzrasta zagrożenie upadkiem. I nawet jeśli chcemy trwać w wierze, to bardzo często przejmujemy we własne ręce dzieło życia nią na co dzień. Rodzi się w nas duch pychy, pozorów pobożności, krytykanctwa, czy formalizmu. I jakże wielu trzeba by wtedy zadać pytanie, które św. Paweł zadał Galatom (zamiast słowa "Galaci" można wstawić swoje imię): "O, nierozumni Galaci! Któż was urzekł, was, przed których oczami nakreślono obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego? Tego jednego chciałbym się od was dowiedzieć, czy Ducha otrzymaliście na skutek wypełniania Prawa za pomocą uczynków, czy też stąd, że daliście posłuch wierze? Czyż jesteście aż tak nierozumni, że zacząwszy duchem, chcecie teraz kończyć ciałem?" (Ga 3,1-3). Z tego właśnie powodu chciałbym mówić o tej sprzeczności, jaka jest chyba w każdym z nas, choć w różnym stopniu się objawia. O sprzeczności między duchem a ciałem.
Św. Paweł w Liście do Rzymian napisał: "Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało; ci zaś, którzy żyją według Ducha- do tego, czego chce Duch. Dążność bowiem ciała prowadzi do śmierci, dążność zaś Ducha- do życia i pokoju" (Rz 8,5-6). To jest pewien stan rzeczywistości, na którą jesteśmy skazani. W naszych sercach ścierają się nurty dwóch pragnień- cielesnych i duchowych. Jeśli nie nauczymy się we właściwy sposób podchodzić do tego problemu, to możemy pobłądzić, to możemy przegrać pewną wojnę. Będziemy wewnętrznie rozdarci, a w ostatecznym rozrachunku możemy zmarnować swe życie. Aby się tego ustrzec trzeba poznać prawdę o sobie, bo tylko prawda może nas wyzwolić od tego, co nas niszczy (por. J 8,32). Jak więc możemy się przekonać, czy dominuje w nas dążność ciała, czy Ducha?
Jednym ze sposobów pozwalających się przekonać o tym, co w nas dominuje, jest po prostu przyglądnięcie się owocom naszego życia. Jeśli są nimi "nierząd, nieczystość, wyuzdanie, uprawianie bałwochwalstwa, czary, nienawiść, spór, zawiść, wzburzenie, niewłaściwa pogoń za zaszczytami, niezgoda, rozłamy, zazdrość, pijaństwo, hulanki" (Ga 5,19-21), gniew, niewłaściwe współzawodnictwo, obmowy, szemrania, wynoszenie się, kłótnie (zob. 2 Kor 12,20), czy inne tego typu czyny, to możemy być pewni, że jeszcze ważniejszą rolę w naszym życiu spełnia ciało ze swymi pragnieniami, że jesteśmy ludźmi cielesnymi. Owocami, które pozwalają nam poznać czy żyjemy według Ducha są: " (...) miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie" (Ga 5,22-23).
Innym sposobem przekonania się o prawdzie o sobie jest podejście do modlitwy. W Dziejach Apostolskich wielokrotnie czytamy o tym, jak ludzie, którzy przyjęli Ducha Świętego wielbili Boga. Czynili to z radością dziecka i tak jak im Duch pozwalał. Jeśli bardziej troszczymy się o formę modlitwy, niż o zaangażowanie w nią swego serca, jeśli traktujemy ją jako obowiązek, a nie przywilej czy wyraz naszej wdzięczności, jeśli przeważa modlitwa prośby nad modlitwą uwielbienia, to znaczy, że wciąż jeszcze jesteśmy skupieni na sobie, że dominują w nas nasze pragnienia, że nie pozwalamy w pełni prowadzić się Duchowi Bożemu. Trzeba więc obserwować swe podejście do samego Boga. Kiedy słabnie nasz kontakt z Nim, jako naszym Panem i Zbawicielem, gdy do nas zaczynają się odnosić cytowane wyżej słowa: "Któż was urzekł, was, przed których oczami nakreślono obraz Jezusa Chrystusa ukrzyżowanego?" (Ga 3,1) może to oznaczać, że to nasze "ja" przejmuje dominację nad naszym życiem i stajemy się człowiekiem cielesnym.
Tę dominację ciała nad duchem możemy także poznać po "pójściu na łatwiznę". Jeśli zaczynamy szukać przyjemności, wygodnictwa, bez uzasadnienia zwalniamy się z takich czy innych zobowiązań, praktyk religijnych, przypomnijmy sobie wtedy słowa św. Pawła: "(...) przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom" (Rz 13,14). W centrum naszego zainteresowania nie może być to, w co na przykład mam się ubrać idąc do kościoła. Taka postawa świadczy, że sprawy Królestwa Bożego nie są jeszcze dla nas najważniejsze, że albo nie przejmujemy się, albo nie wierzymy jeszcze słowom Jezusa: "Starajcie się naprzód o królestwo [Boga] i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane" (Mt 6,33).
Oczywiście, tych objawów świadczących o przewadze w nas ciała nad duchem, może być o wiele więcej. Jednak niech te nam wystarczą. Nad innymi możemy zastanowić się osobiście. Teraz pomyślmy, co robić, aby nie spełniać zachcianek ciała, lecz prowadzić życie w Duchu? Pierwsza i podstawowa rada jest prosta i oczywista. "Oto czego uczę: postępujcie według ducha, a nie spełnicie pożądania ciała" (Ga 5,16)- pisał św. Paweł do Galatów. Zastanawiajmy się nad tym, co chcemy zrobić. Pomyślmy, czy w naszych decyzjach będą się przejawiały wyżej wymienione owoce ducha. Nimi starajmy się zastąpić pokusy do złego. Niech one będą podstawą naszych słów i czynów. Unikajmy zaś tego, do czego ciągną nas zachcianki ciała.
Jest też chyba naturalne, że aby się czegoś nauczyć trzeba mieć dobrego nauczyciela. Tak samo jest w życiu duchowym. Tak więc "patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala" (Hbr 12,2). Jednak samo patrzenie może nie wystarczyć. Dlatego też dalej czytamy: "Zastanawiajcie się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani na duchu" (Hbr 12,3). Powinniśmy rozważać życie Jezusa. Zawarte w nim obrazy nosić w swym sercu. Stawiać je sobie przed oczy, jako wzór tak, aby według nich żyć. Troszcząc się dzięki temu o to, by nikt nas nie urzekł innymi obrazami, by nie pochłonął nas świat swymi namiastkami szczęścia. Dla nas najważniejszy niech będzie obraz niepojętej Bożej miłości, która niesie zbawienie światu.
Wiemy jednak, jak jesteśmy słabi, jak trudno nam wytrwać w postanowieniach, pobożnych pragnieniach. Dlatego też tak ważne w umacnianiu życia według Ducha są spotkania z braćmi i siostrami w wierze. Spotkania przeżywane z osobami, które szukają wiary. Spotkania, na których będzie realizowane wezwanie: "z wszelką mądrością nauczajcie i napominajcie samych siebie przez psalmy, hymny, pieśni pełne ducha, pod wpływem łaski śpiewając Bogu w waszych sercach" (Kol 3,16). Spotkania, na których jeden drugiego będzie mógł umacniać i zachęcać. Przecież o wiele łatwiej jest realizować pewien styl życia, gdy jest ktoś, kto podąża w tym samym kierunku. Ktoś, kto wesprze, poradzi, czy nawet po bratersku upomni. Dlatego tak ważna jest przynależność do takiej, czy innej wspólnoty, w której w jakiś głębszy sposób pragnie się realizować ewangeliczne wezwania.
Równie ważną rzeczą jest modlitwa w Duchu Świętym. Jest to modlitwa pełna dziękczynienia, radości, wzajemnego zachęcania się. Modlitwa, która pomaga w walce z dominacją "ciała". Na taką jej rolę wskazywał św. Paweł Efezjanom: "(...) napełniajcie się Duchem, przemawiając do siebie wzajemnie w psalmach i hymnach, i pieśniach pełnych ducha, śpiewając i wysławiając Pana w waszych sercach. Dziękujcie zawsze za wszystko Bogu Ojcu w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa!" (Ef 5,18-20). To napełnianie się Duchem przemienia. Sprawia, że pragnień ciała jest w sercu coraz mniej.
Kolejną radę, która może nam pomóc stawać się człowiekiem duchowym, znalazłem w Psalmie 45: "Posłuchaj córko, spójrz i nakłoń ucha, zapomnij o twym narodzie, o domu twego ojca! Król pragnie twojej piękności: on jest twym panem; oddaj mu pokłon!" (Ps 45,11-12). Bogu naprawdę zależy na naszym szczęściu. Nie bójmy się zerwać z przeszłością, z ludźmi, którzy nie chcą zaakceptować naszej zmiany w relacjach z Bogiem, którzy są zamknięci na przyjęcie zbawienia, których pochłania świat, a oni na to się zgadzają. Nie bójmy się tego, choćby wydawało się nam, że jest nam z nimi dobrze. Bóg ma dla nas piękniejsze życie i warto zrezygnować z tego wszystkiego, co mogłoby nas go pozbawić, do czego tak mocno ciągną nas fałszywi przyjaciele.
Wiem jednak, że łatwo o tym wszystkim mówić, lecz trudniej zrealizować. W związku z tym musimy być przygotowani na walkę. Pamiętajmy jednak, że chociaż "w ciele pozostajemy, nie prowadzimy walki według ciała, gdyż oręż bojowania naszego nie jest z ciała, lecz posiada moc burzenia, dla Boga, twierdz warownych" (2 Kor 10,3-4). Ta walka ciągle nas czeka, gdyż Boże działanie w nas nie niszczy naszej natury, naszej wolności, którą niestety możemy czasami wykorzystać do tego, co złe. W tym ciągłym zmaganiu z grzechem, na które jesteśmy skazani, przebywając na tym świecie, tylko z Bożą pomocą możemy dojść do zwycięstwa. Nie zniechęcajmy się. Nie rezygnujmy. W miarę upływu czasu będzie nam coraz łatwiej walczyć ze złymi skłonnościami naszego ciała, a i Szatan, który je wykorzystuje, widząc, że zbliżamy się do Boga, odstąpi od nas (por. Jk 4,7).
Ostatnią rzeczą, na którą chciałbym zwrócić uwagę, a która może nam pomóc postępować według Ducha jest (i tutaj się nie przejęzyczę) troska o ciało. Podejście do niego w duchu chrześcijańskim. Nie wolno nam go nienawidzić, poniżać, pogardzać nim, bo mamy je od Boga. Trzeba na nie uważać tak jak na duszę: "Sam Bóg pokoju niech was całkowicie uświęca, aby nienaruszony duch wasz, dusza i ciało bez zarzutu zachowały się na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa" (1 Tes 5,23). To nasze ciało jest powołane do zmartwychwstania (zob. Rz 8,11) i przyjęcia chwalebnej postaci, którą Jezus objawił na Górze Tabor (zob. Mt 17,1-8). Dlatego św. Paweł mógł napisać do Filipian: "Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone, na podobne do swego chwalebnego ciała, tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować" (Flp 3,20-21). Ciało nie jest więc więzieniem dla duszy. Ono ma być jej wyrazem. Ono ukazuje, jaki jestem. Ma ono także swoją godność, gdyż nasze ciała "są członkami Chrystusa". One należą do Jezusa, ponieważ On nabył je za wielką cenę (zob. 1 Kor 6,15-20). Cenę swego życia, które oddał za życie świata. Jeśli więc tak się ma sprawa z moim ciałem to nie będę go poniżać na przykład przez nadużywanie alkoholu. Moje ręce nie będą czynić zła, gdy mogą wypełniać dzieła samego Jezusa. Moje oczy nie będą patrzeć na pewne obrazy, które nie ukazują ciała we właściwy sposób. Moje usta nie będą wypowiadały niewłaściwych słów, które mogą kogoś zgorszyć, obrazić, czy nauczyć zła, które po prostu są sprzeczne z wiarą, którą wyznaję swymi ustami. Jeśli moje ciało prawdziwie należy do Chrystusa to nie uczynię go członkami nierządnicy (por. 1 Kor 5,15).
Patrząc na te wszystkie prawdy możemy powiedzieć, że chrześcijaństwo jest także religią ciała. Ma ono w nim wielką wartość i może być dobrze wykorzystane. A więc, aby ta sprzeczność między duchem a ciałem była w nas coraz mniejsza, by ciało nie przeszkadzało nam w zbliżaniu się do Boga, pamiętajmy, że mamy je po to, aby wielbić nim Boga (zob. 1 Kor 6,20). Na modlitwie i swymi czynami. I módlmy się, choćby tak jak Dawid: "Boże, Ty Boże mój, Ciebie szukam; Ciebie pragnie moja dusza, za Tobą tęskni moje ciało" (Ps 63,2). Niech to pragnienie i nas ożywia, aby Jezus był Panem nie tylko jakiejś naszej cząstki, choćby tak wspaniałej jak nasza dusza, lecz całego życia. W tej jedności odnajdziemy pokój.
| |