Strona główna
Czym są wspólnoty
 przymierza?
Historia wspólnoty
Treść przymierza
Nasza wspólnota
Wydarzenia
Nauczanie
Archiwum
Słowo Boże
Adres
Linki
Archiwum konferencji
DUCHY BADAJCIE!

Św. Jan w swoim Pierwszym Liście napisał między innymi: "Umiłowani, nie dowierzajcie każdemu duchowi, ale badajcie duchy, czy są z Boga, gdyż wielu fałszywych proroków pojawiło się na świecie. Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. Każdy zaś duch, który nie uznaje Jezusa nie jest z Boga (...). Oni są ze świata, dlatego mówią tak, jak [mówi] świat, a świat ich słucha. My zaś jesteśmy z Boga. Ten, który zna Boga, słucha nas. Kto nie jest z Boga, nas nie słucha. W ten sposób poznajemy ducha prawdy i ducha fałszu" (1 J 4,1-6). Z jakże wielką troską św. Jan rozpoczyna ten fragment. Umiłowani. Miłość- to była i jest tajemnica chrześcijaństwa. Jego siła. W ówczesnym świecie rzymskim, w którym większość myślała o sobie, o swych przyjemnościach lub też zastanawiała się jak przeżyć dzień, gdy patrzono na chrześcijan mówiono z zachwytem: "Zobaczcie jak oni się miłują". I ta postawa pociągała wielu za Chrystusem.
Wydaje mi się jednak, że wtedy łatwiej było mówić o nowym życiu w Chrystusie. Dziś jest o wiele trudniej. Dziś wielu mówi, że są wierzący, choć ich życie dalekie jest od tego, czego naucza Bóg. Dziś także wielu mówi o miłości do człowieka, chociaż głoszą nauki zupełnie inne od tej, która zawarta w Ewangelii. Jednak, gdy ktoś zaczyna głosić jakąś naukę, mówi, że czyni to w trosce o człowieka, że czyni to z myślą o tym, aby na świecie było lepiej. Słuchając tych wszystkich "nauczycieli życia", człowiek przestaje w końcu wiedzieć, kto tak naprawdę go kocha i czym tak naprawdę jest miłość. Czy rację ma Bóg, który tyle daje, ale i tyle wymaga, czy może ci, którzy mówią, że wszystko nam wolno, że to człowiek jest ostateczną miarą swych decyzji i swego postępowania?
Ludzie zaczynają się w tym wszystkim gubić. Nie wiedzą, co mają robić. I właśnie dlatego, aby nie dać się zwieść, aby nie pogubić się w swym życiu, a tym bardziej na drogach wiary, tak ważne jest to wezwanie: "Nie dowierzajcie każdemu duchowi!". Musimy być świadomi, że żyjemy w świecie o wiele bogatszym, niż ten, który widać. Oprócz roślin, zwierząt i ludzi otaczają nas jeszcze istoty duchowe. One także chcą mieć wpływ na nasze życie. Czasem działają one na nas wprost, a czasem posługując się na przykład jakimiś ludźmi.
Najogólniej można powiedzieć, że są duchy dobre i złe. Duchy, którym zależy na naszym dobru i duchy, które pragną naszego nieszczęścia. Jak je rozpoznać? Jest taka prosta, stara, chrześcijańska metoda, która opiera się na obserwacji uczuć i wartości. Otóż, jeżeli odczuwam radość ze zła, lub smutek z dobra, to jest to sygnał wskazujący na działanie złego ducha. Jeśli natomiast odczuwam radość z dobra lub smutek ze zła, to może to świadczyć o działaniu dobrego ducha.
Oczywiście, pamiętając o tym, że nasza hierarchia wartości może być spaczona, a nasze uczucia zmienne, trzeba w ostateczności to wszystko odnosić do słowa Bożego. Ono jest jak matryca, jak wzorzec, który pozwala nam wprowadzać ewentualne korekty. Pozwala ono trwać w prawdzie objawianej przez Bożego Ducha tak, aby nie ulec duchom zwodniczym. To słowo jest czymś stałym, niezmiennym. To słowo jest prawdą. Jednak i tu musimy być ostrożni, bo szatan zna słowo Boże i również może się nim posługiwać w zwodzeniu człowieka, tak jak miało to miejsce w życiu Chrystusa (zob. Mt 4,1-11). Historia Kościoła ukazuje, że i na tym polu wielu dało się zwieść. Dlatego pamiętajmy, że znajomość słowa Bożego, przypomnienie sobie takiego czy innego cytatu, to jeszcze nie wszystko.
Ten rodzaj duchów, które przeszkadzają nam w życiu, służy temu, którego Biblia nazywa między innymi Antychrystem. Jest nim ten, który nie uznaje Chrystusa, jako Pana i Zbawiciela świata. Jednak tu pojawia się kolejny problem. Dziś wielu nie neguje Chrystusa wprost. Są tacy, którzy uznają Jezusa, jako jednego z wielu proroków, nauczycieli, jako jedną z wielu dróg prowadzących do Boga. I nieraz te ich nauki wyglądają tak niewinnie czy tak łudząco na pierwszy rzut oka przypominają nauki biblijne, że wielu daje się na nie nabrać. Czy jednak ten Jezus, w którego oni wtedy zaczynają wierzyć, ma jeszcze coś wspólnego z tym Jezusem, którego znamy z Biblii, który objawił się w konkretny sposób? Z tym Jezusem, który mówi: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie" (J 14,6)? Czy to ma coś wspólnego z prawdziwym chrześcijaństwem, które rozumie, że "nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4,12)?
Niektórzy bronią swej postawy synkretyzmu, czyli mieszania różnych religii, mówiąc: "Przecież to pomaga". Pamiętajmy jednak, że Szatanowi nie zależy najbardziej na tym, aby było nam w życiu źle. Jemu przede wszystkim zależy na tym, abyśmy nie byli zbawieni. On będzie robił wszystko, by prawda objawiona przez Jezusa została w nas rozmyta. Dlatego w ostateczności zawsze trzeba się pytać, jak to, co mówią inni ma się do tego, co mówi Chrystus.
Spróbujmy się teraz przyjrzeć temu, na czym bazuje Antychryst. W Pierwszym Liście św. Jana możemy znaleźć takie słowa: "Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata" (1 J 2,16). Pożądliwość ciała- ileż dzisiaj troski poświęca się sprawom ciała. Sprawom związanym z jego potrzebami. Przyjrzyjmy się choćby sprawom diet. Toż to jest już prawie nowa religia. Całe życie wielu osób podporządkowane jest temu co, ile i jak jeść. A zmysłowość. Coraz bardziej próbuje się nią przesycić wszelkie relacje między mężczyzną a kobietą. Dziś uważa się, że już od czwartej klasy szkoły podstawowej trzeba uczyć o sprawach związanych z seksualnym wymiarem życia człowieka. Przez tyle tysięcy lat świat istniał bez tego i nagle taka potrzeba. Powód może być tylko jeden- człowiek został wynaturzony. Tak zaczyna się nas traktować. Ale nikt nie pyta komu i dlaczego na tym zależy? Wręcz przeciwnie. Coraz więcej ludzi uważa, że tak powinno być. No cóż- oni sami o sobie dają świadectwo. A pośród tego głos dobrego ducha przypomina, że "dążność (...) ciała prowadzi do śmierci" (Rz 8,6).
Następnie św. Jan pisze o pożądliwości oczu- ten głos: "Ty musisz to mieć". Dziś to, co najłatwiej powtórzyć wielu ludziom, to reklamy, które zaczynają wyznaczać kierunek życia, bo jak tego czy tamtego nie masz, to jesteś nienowoczesny. I w wielu wypadkach człowiek staje się niewolnikiem tej tak zwanej "nowoczesności", nie zastanawiając się, czy on naprawdę musi to mieć. A Boży Duch przypomina: "Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?" (Mt 16,26).
I w końcu pycha żywota- rób to czy tamto, a będziesz bogaty, będą cię szanować, będą się z tobą liczyć, będą się ciebie bać. Nie wiem jednak, czy o wartości człowieka świadczy to, co posiada, czy to, kim jest? Czy o to chodzi, aby się człowieka bano? Albo na przykład kursy przyspieszonego nauczania. No co w tym złego, że będziesz się mógł szybciej uczyć, że zdobędziesz mniejszym kosztem nowe umiejętności? Słyszałem już o kilku osobach, które te "umiejętności" zdobyły. Tylko dlaczego nie mogły sobie one potem radzić z życiem? Dlaczego cierpiały na różne nerwice, bezsenność? Dlaczego z wieloma z tych osób nie dało się już współżyć? Nie będę wspominał już o skrajnych przypadkach, gdy objawami, które pojawiły się po skończeniu jakiegoś kursu tego typu musiał zająć się egzorcysta.
Pycha żywota prowadzi do egocentryzmu, skupienia się na sobie, do indywidualizmu. Dlatego coraz częściej sprawdzają się słowa Pisma Świętego: "Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie- każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego" (J 16,32). Ileż to rzeczy odciąga nasze serce od Chrystusa? Ileż spraw jest ważniejszych i cenniejszych od Niego? Owszem- Jezus jest obecny w naszym życiu, ale nie na pierwszym miejscu. Bynajmniej nie jako jego Pan. Dziś nie liczy się już obiektywne dobro. Dziś liczy się to, co mi odpowiada i dlatego ludzie mnożą sobie nauczycieli, bo trudno im słuchać zdrowej nauki (zob. 2 Tm 4,3). A Bóg mówi: "(...) kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem waszym" (Mt 20,26-27).
Kiedy tak się patrzy na to wszystko, co dzieje się wokół człowieka czy w samym człowieku, to łatwo zauważyć, że wciąż daje się on nabrać na stary numer Szatana, który ukazuje i wmawia mu, "że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy" (Rdz 3,6). Tym zakazanym owocem może być cokolwiek. Coś, co w danym momencie wydaje się dobre, przyjemne, lecz później przynosi zło, smutek czy zniewolenie.
Jest takie przysłowie: "Mądry Polak po szkodzie". To jeszcze pół biedy, kiedy człowiek potrafi wyciągać jakieś wnioski z błędów własnych czy cudzych. Gorzej, jeśli pozostaje zaślepiony. Wciąż te argumenty: "Przecież to takie atrakcyjne", "Przecież to takie przyjemne", "Przecież to takie łatwe". A Ten, który jest Prawdą mówi, że: "Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Z radości poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją" (Mt13,44-46). To mówi Ten, który jest prawdą. Gdyby było inaczej, gdyby Królestwo Niebieskie nie było warte tego, aby wszystko dla niego poświęcić, On by to powiedział. Czy jednak rzeczywiście tak jest? Czy Syn Człowieczy, który wciąż na tyle różnych sposobów do nas przychodzi, znajduje wiarę (zob. Łk 18,8)? Przecież widzimy jak na przykład ludzie nudzą się w kościele. Wcale nie wyglądają na takich, którzy znaleźli skarb i dla jego utrzymania gotowi są na wszystko.
Odpowiedź, która może nam pomóc zrozumieć, dlaczego tak jest, możemy znaleźć między innymi w Pierwszym Liście do Koryntian: "Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić" (1 Kor 1,14). Współczesny człowiek swój kontakt ze światem coraz bardziej ogranicza do wrażeń zmysłowych. Dlatego też tak łatwo mogą wpływać na jego życie duchy zwodnicze, słudzy Antychrysta, bo "oni są ze świata, dlatego mówią tak, jak mówi świat, a świat ich słucha" (1 J 4,5). Taki człowiek, człowiek zmysłowy, cielesny, nie pojmuje wartości wiary, a nie pojmując, nie doświadcza jej także, bo nie wie, na co może otworzyć swe serce. Ten brak świadomości wiary otwiera bramę duchowi zwodniczemu. On dobrze wie, co my możemy osiągnąć, jeśli zaufamy Bogu. On nam zazdrości tego, co sam utracił i wie, że już nigdy tego nie odzyska. Dlatego nas zwodzi. A zwodzenie to przecież niemówienie prawdy o tym, że spotka nas coś złego. Zwodzenie to przybieranie zła w pozory prawdy, dobra. Nikt pragnący naszego nieszczęścia nie powie na przykład: "Wiesz- w tej przepysznie wyglądającej kanapce jest arszenik. Kiedy ją zjesz to umrzesz. A więc zrób to śmiało, bo mi na tym zależy". Powie on raczej: "Popatrz jaka wspaniała kanapka. Ona jest dla ciebie, by zaspokoić twoje pragnienie". Tak działa zły duch i właśnie dlatego musimy być bardzo ostrożni, bo lepiej zrobić jakiś krok później, lub nie zrobić go w ogóle, niż żałować go przez całe życie, a może i wieczność. Zresztą na jedno wychodzi, bo przecież życie to wieczność.
Co robić, aby nie dać się zwieść, by nie stracić skarbu życia wiecznego? Niedawno jeszcze raz słuchałem bajki o smoku, który pilnował skarbu. Tajemnica powodzenia działania smoka tkwiła w tym, że skarb był zgromadzony w jednym miejscu. Dlatego mógł się on skupić na jego obronie. Gdyby skarb był w dwóch różnych miejscach, smok musiałby biegać od jednego do drugiego i wcześniej czy później któryś z nich by utracił. Tak i nasze serce musi być niepodzielne. Musimy jasno zdecydować, co jest naszym skarbem, bo nikt "nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi" (Mt 6,24). Dlatego też tam, gdzie rodzą się rozłamy, czy to zewnętrzne, czy wewnętrzne, działa duch zły, który chce nas pozbawić jedności, pokoju, radykalizmu.
Jeżeli poznaliśmy metody działania złego ducha, motywy oraz skutki jego postępowania zrozumiemy, dlaczego duchem trzeba odnawiać się w sposobie myślenia (zob. Ef 4,23) tak, aby nas w żaden sposób nikt nie zwodził (zob. 2 Tes 2,3). To, co dzieje się wokół nas i w nas w ostateczności można rozsądzić tylko duchem (por. 1 Kor 1,14). Tylko człowiek duchowy może uniknąć wielu niepotrzebnych błędów.
Może się jednak jeszcze u niektórych zrodzić pytanie: "Czy aby na pewno trzeba być aż tak ostrożnym? Czy rzeczywiście trzeba się aż tak starać, być takim ortodoksą chrześcijańskim? Dlaczego ma nam zależeć na posłuszeństwie Duchowi Bożemu, który mówi o nawróceniu, o walce z grzechem, a więc o jakimś trudzie? Czy nie lepiej otwierać się na atrakcyjne i przyjemne prowadzenie duchów tego świata?". Myślę, że jedną z możliwych odpowiedzi możemy znaleźć w Pierwszym Liście św. Jana: "Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki" (1 J 2,17). Nie wiem jak wy, ale ja kocham życie, chcę się nim cieszyć na wieki i dlatego staram się pamiętać, że zwycięstwo jest w Bogu, bo "większy jest Ten, który w (nas) jest, od tego, który jest w świecie" (1 J 4,4). Zwycięstwo jest w Bogu, a kto z nas lubi przegrywać?
do góry
WebDesign © by Szymon Rochowiak | Copyright © 2002-2006 EGEIRO
Wszelkie prawa zastrzeżone