|
Archiwum konferencji
GORLIWOŚĆ
Św. Paweł zakładając wspólnoty oczekiwał od nich rozwoju na drogach wiary. Jednak nie zawsze dojrzewały one tak, jak powinny. Dlatego wciąż musiał je pouczać i upominać. W Pierwszym Liście do Koryntian ze smutkiem napisał: "A ja nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jako do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni" (1 Kor 3,1-3a). Kiedy tak rozważam te słowa wydaje mi się, że to, o czym pisał św. Paweł, jest problemem wielu wspólnot, wielu osób wierzących. Ten problem tkwi w tym, że zatrzymujemy się na pewnym etapie wiary. A przecież to nie o to chodzi, abyśmy powiedzieli: "Dość. Mnie tyle wystarczy". Taka postawa zmienia żywą wiarę w sztywny formalizm i suchą pobożność. Jeśli wiarę traktujemy poważnie, to chodzi w niej o dojrzałe chrześcijaństwo, o to, abyśmy doszli w niej "do człowieka doskonałego, do miary wielkości według Pełni Chrystusa. Chodzi o to, abyśmy już nie byli dziećmi, którymi miotają fale (...)" (Ef 4,13-14), a to zakłada ciągłą pracę, nieustanny wysiłek.
O co więc w ostateczności chodzi na drogach wiary? Do czego mamy dojść? Jak to wszystko ma wyglądać? Myślę, że odpowiedzi na te pytania możemy znaleźć miedzy innymi w Drugim Liście św. Piotra. Znajdujemy tam choćby takie zdanie: "Dlatego też właśnie wkładając całą gorliwość dodajcie do wiary waszej ..." (2 P 1,5-8). Tajemnica wzrostu w wierze tkwi, według tego fragmentu, w zrozumieniu rangi słowa: gorliwość. Jest to ważne, gdyż wiele osób myli gorliwość z entuzjazmem i szuka na drogach wiary wewnętrznych uniesień. Owszem: entuzjazm na pewno jest ważny. On w pewien sposób może nam ukazywać stan naszej wiary. Jednak nie jest on najważniejszy. Entuzjazm najmocniej bazuje na uczuciach. Niektórzy czasami myślą: "Pośpiewam sobie w kościele, zbuduję się atmosferą takiego czy innego spotkania modlitewnego i to jest znakiem tego, że właściwie je przeżyłem". Jednak tak nie musi i nie powinno być, bo przy takiej postawie w gruncie rzeczy szukamy siebie. Traktujemy modlitwę jak pigułkę na dobre samopoczucie, a potem to wszystko, co na niej przeżyliśmy opada, ginie gdzieś w troskach życia doczesnego. I przestajemy się modlić. Dlaczego?
Problem tkwi w tym, że na drogach wiary nie chodzi o to, by przy Bogu szukać przeżyć, lecz by przy Nim szukać życia. Modlitwa to nie skierowanie do Boga swych uczuć, lecz siebie. To nie nasze wzniosłe uczucia mają się modlić, ale my, tacy jacy, jesteśmy, mamy stawać przed Bogiem. Pamiętajmy, że na modlitwie stajemy przed Bogiem, przed którym nie musimy udawać zakładając maski pozorów pobożności, bo On zna nasze serca. Chodzi więc miedzy innymi o to, by z tej wspaniałej cząstki życia wiarą, jaką jest entuzjazm, przejść do czegoś wspanialszego i ważniejszego, a mianowicie do gorliwości.
Greckie słowo "spude" użyte we wspomnianym wyżej fragmencie oznacza: gorliwość, pilność, staranność, staranie. W innych fragmentach oznacza ono także: pośpiech, prędkość, szybkość. Inne słowo używane w Biblii na określenie gorliwości to: "zelos", a oznacza ono: żarliwość, żar, zazdrość. Wydaje mi się, że już samo odkrycie znaczeń tych słów może nam pomóc lepiej zrozumieć, czym jest gorliwość.
Podobnie w zrozumieniu znaczenia gorliwości mogą nam pomóc biblijne sceny ukazujące postawy pełne tej cechy. Przypatrzmy się najpierw scenie z drugiego rozdziału Ewangelii św. Jana (zob. J 2,13-17). Widzimy Jezusa przychodzącego do świątyni i przeganiającego bankierów i handlarzy. Uczniowie Jezusa opisali ten czyn słowami z Psalmu 69: "Gorliwość o dom Twój pochłonie Mnie" (Ps 69,10). Inne tłumaczenie mówi: "Gorliwość pożera mnie". Wyobraźmy sobie takiego żarłoka. On cały pochłonięty jest tym, co robi. Można powiedzieć, że poszedł w tym na całość. Tylko ta czynność go interesuje. Nie obchodzi go, co powiedzą inni. Jezusa także interesowało tylko jedno. To, aby dom Boży był domem Boga, miejscem Jego chwały. Tak na marginesie może to być i dla nas wskazówką, mówiącą, jak traktować swe serce, które przecież jest świątynią Boga. Na podstawie tego fragmentu można więc powiedzieć, że gorliwość to pragnienie podobania się Bogu i czynienia tego, co się Jemu podoba bez względu na skutki, które to postępowanie wywoła u ludzi.
Podstawą gorliwości Jezusa było posłuszeństwo okazywane Ojcu, bo jak sam powiedział: "Moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał, i wykonać Jego dzieło" (J 4,34). Wiemy, ile człowiek jest w stanie zrobić, aby zdobyć pożywienie, a przecież: "Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych" (Mt 4,4). Jeżeli więc dla kogoś ważne są sprawy ducha, będzie pragnął żyć słowem Bożym. Dlatego też, za tym wzorem, pozostawionym przez Jezusa, poszli później Apostołowie. Dla nich także Ewangelia stała się czymś najważniejszym. Gotowi byli dla niej poświęcić wszystko. Nawet swe życie, bo wiedzieli, że kto straci swe życie z powodu Ewangelii, ten je zachowa na wieki (zob. Mt 10,39). Dlatego wobec swych prześladowców potrafili stwierdzić: "Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi" (Dz 5,29).
Takim gorliwcem Bożym był bez wątpienia św. Paweł, który dla swej nowej wiary wyzuł się ze wszystkiego i uznał to za śmieci, byleby tylko pozyskać Jezusa (zob. Flp 3,8). Dlatego też mimo prześladowań, mimo wszelkich przeciwieństw, które napotykał na drogach wiary, wciąż pędził do osiągnięcia doskonałości w Chrystusie Jezusie (zob. Flp 3,12). Gdyby św. Paweł nie był pełen gorliwości, to ja nie wierzę, że przetrwałby to wszystko, co opisuje choćby w jedenastym rozdziale Drugiego Listu do Koryntian (zob. 2 Kor 11,23-28). Jego postawa jasno ukazuje, że gorliwość, w przeciwieństwie do entuzjazmu, przetrwa wszystko. Jest tak dlatego, że prawdziwa gorliwość zakłada pewną stałość, której nie można zbudować na uczuciach. Wypływa ona ze świadomości Komu i dlaczego się uwierzyło, oraz tego, że w przeciwieństwie do naszych uczuć, które jakże są niestałe, ten Ktoś się nie zmienia, że jest wciąż "ten sam także na wieki" (Hbr 13,8) i dlatego na Nim można budować jak na skale, której nic nie poruszy (zob. Ps 125,1).
W Dziejach Apostolskich czytamy: "Ci byli szlachetniejsi od Tesaloniczan, przyjęli naukę z całą gorliwością i codziennie badali Pisma, czy istotnie tak jest" (Dz 17,11). Gorliwość mieszkańców Berei także odznaczała się stałością. Najpierw, co do celu. Gorliwość oznacza więc tutaj dążenie do postawionego sobie celu, przed którego osiągnięciem nic nie jest nas w stanie powstrzymać. Dla chrześcijanina tym celem jest oczywiście Bóg. Mieszkańcy Berei chcieli odkryć Prawdę. W tym poszukiwaniu ich gorliwość odznaczała się także mądrością. Jeśli ktoś chce poznać na przykład jakieś twierdzenie arytmetyczne nie szuka w książce do biologii. Tak i oni, aby poznać prawdę, nie czerpali tak trochę z tego, co mówi Bóg, a trochę z tego, co mówią ci, którzy z Bogiem walczą. I dla nas tym, na czym powinien oprzeć się nasz zapał na drogach wiary, jest słowo Boże. Gorliwość mieszkańców Berei była także stała, co do czasu. Charakteryzowała się wytrwałością. Oni codziennie badali Pisma. Umieli czekać, zanim uczynili pierwszy krok. I w tym także przejawiała się ich mądrość, bo "i gorliwość niedobra przy braku rozwagi, błądzi, kto biegnie za prędko" (Prz 19,2). A więc to nie musi być tak, że jak nie działasz, to od razu brak ci gorliwości. Trzeba umieć odróżnić rozwagę od lenistwa.
Myślę, że tym, co przeszkadza nam przyjąć postawę pełną gorliwości jest lęk, czy wstyd. Szczególnie przed tym, co powiedzą ludzie, gdy źródłem radości swego życia uczynimy Boga i będziemy w tej decyzji konsekwentnie postępować. Innym źródłem lęku może być obawa przed tym, że jak zaczniemy poważnie szukać Boga, to stracimy radość życia. Takiego fałszywego lęku możemy się pozbyć patrząc na postawę Dawida, którą przyjął, gdy sprowadzał Arkę Bożą do Jerozolimy. W Drugiej Księdze Samuela czytamy, że ten wielki król "tańczył z całym zapałem w obecności Pana" (2 Sm 6,14). On także cały pochłonięty był tym, co robił dla Pana, a czynił to z wielką radością. Jego żona Mikal wzgardziła nim za to. Za swe szyderstwo została ukarana bezdzietnością, a Dawid za swą radosną i odważną gorliwość wobec Pana cieszył się Bożym błogosławieństwem. Tak więc gorliwość na drogach Bożych nie tylko nie pozbawia radości, ale pozwala ją odnaleźć.
Taka zdecydowana, jasna postawa wobec spraw wiary jest miła Bogu, który mówiąc o Królestwie Bożym jednocześnie jasno stwierdził, że "każdy gwałtem wdziera się do niego" (Łk 16,16). Jednak niestety, jeśli chodzi o wiarę, ludzie stają się jakoś dziwnie ostrożni, znajdują tysiące powodów, by nie angażować się w nią zbyt mocno. Z tego też powodu Jezus ze smutkiem stwierdza, że "synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światłości" (Łk 16,8). Jednocześnie ostrzega: "Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust" (Ap 3,15-16). Dlatego, aby rozpalić w sobie tę gorliwość o Boże dzieło pośród nas i w nas samych, aby nie być uznanym za niezdatnego, trzeba na nowo usłyszeć wezwanie św. Pawła skierowane do Tymoteusza: "Z tej właśnie przyczyny przypominam ci, abyś na nowo rozpalił charyzmat Boży, który jest w tobie przez nałożenie moich rąk" (2 Tm 1,6). Jest nam potrzebne nowe otwarcie się na Ducha mocy, bo tylko On może nas uczynić prawdziwymi gorliwcami. Jest nam to potrzebne, bo przecież mamy tak wiele do zyskania, bo przecież jesteśmy wezwani, aby być "królewskim kapłaństwem" (1 P 2,9). Król to ten, który rządzi, kieruje, a tylko "ręka gorliwych zdobędzie władzę" (Prz 12,24). Postawa pełna gorliwości da nam siłę do prowadzenia życia prawdziwie chrześcijańskiego, ochroni przed wewnętrzną ospałością, samozakłamaniem czy rezygnacją, przyjęciem błędnych nauk czy postaw. I to nie tylko nas, ale może i tych, wśród których żyjemy. Pomoże nam ona głosić Ewangelię ustami i życiem, a nie ulegać mądrości tego świata. Pamiętajmy więc o słowach z Listu do Hebrajczyków: "Pragniemy zaś, aby każdy z was okazywał tę samą gorliwość w doskonaleniu nadziei aż do końca, abyście nie stali się ospałymi, ale naśladowali tych, którzy przez wiarę i cierpliwość stają się dziedzicami obietnic" (Hbr 6,11-12).
Na koniec chciałbym powiedzieć o pewnej rzeczy, po której można poznać prawdziwą gorliwość. W Drugiej Księdze Królewskiej czytamy takie stwierdzenie Jehu: "Chodź ze mną, a zobaczysz moją gorliwość o Pana" (2 Krl 10,16). Gorliwości nie poznaje się po słownych deklaracjach, ale po życiu tego, który je wypowiada. Po tym, jak realizuje swym życiem wolę Bożą. Po tym, jak troszczy się o obecność Pana w swym sercu i pośród Bożego ludu.
| |