Strona główna
Czym są wspólnoty
 przymierza?
Historia wspólnoty
Treść przymierza
Nasza wspólnota
Wydarzenia
Nauczanie
Archiwum
Słowo Boże
Adres
Linki
Archiwum konferencji
KIM JEST JEZUS?

Na wszelkiego typu spotkaniach związanych z naszą wiarą jesteśmy dla Jezusa. Dla tego Jezusa, o którym już tyle wiemy. Mówimy, że w Niego wierzymy, dla Niego żyjemy. Jednak są chyba w życiu każdego z nas takie chwile, które ukazują, że w gruncie rzeczy Jezus jest dla nas kimś bardzo odległym. W sercu zupełny brak relacji. Jezus nie ma żadnego wpływu na podejmowane przez nas decyzje. To nasze "ja", a nie Jezus kształtuje nasze życie. W tym życiu skupiamy się na swoich pragnieniach, swoich uczuciach, swoich oczekiwaniach, swoich problemach. Jezus ma nam najwyżej pomóc je rozwiązywać. Wszystko to, co my przeżywamy staje się dla nas ważniejsze i większe od Boga. Dlatego myślę, że wciąż trzeba nam zadawać sobie to pytanie: Kim dzisiaj, w tym momencie dla mnie jest Jezus? Czy jest On dla mnie naprawdę "wczoraj i dziś, ten sam także na wieki" (Hbr 13,8), bo przecież On się nie zmienia. Problem jest tylko z nami.
Wiem, że może jest to pytanie oklepane, a odpowiedzi każdy z nas dałby wiele. Mogą się one łączyć ze zdobytą wiedzą, z przeżytym doświadczeniem, ale w ostateczności bardzo często są już tylko sztywną, skostniałą formułką, do której zdążyliśmy się przyzwyczaić. Kiedyś czegoś doświadczyliśmy, coś zrozumieliśmy i przyjęliśmy, że tak jest. Uważamy te prawdy naszej wiary za oczywiste. Jednak w gruncie rzeczy są one dla nas właśnie tylko formułkami, a jako takie nie mają większego wpływu na nasze życie.
Zatrzymajmy się więc jeszcze raz nad tą kwestią, bo tylko wtedy nasze spotkania z Jezusem, czy to na modlitwie osobistej, liturgicznej, czy w grupie modlitewnej, będą miały sens, gdy pośród nas będzie Chrystus. Chrystus żywy i prawdziwy. Ten Jezus, który zmartwychwstał i żyje i chce być z nami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata. Chodzi więc o tego prawdziwego Chrystusa, a nie o nasze wyobrażenia o Nim, nie o nasze gotowe rozumowe formułki, które mogą nam czasem bardziej przeszkadzać, niż pomagać w zbliżeniu się do Jezusa. Postarajmy się więc jeszcze raz stanąć przed Chrystusem, który nam siebie objawia, abyśmy lepiej zrozumieli przed Kim stajemy, do Kogo możemy przyjść, z Kim możemy mieć relację w każdej chwili naszego życia. To, kim On dla nas będzie, zależy od tego, jak popatrzymy na Jezusa.
Na Jezusa można popatrzeć tak zwyczajnie, po ludzku. Przecież On stał się "podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie" (Flp 2,7-8). Nie musi to być złe spojrzenie. Może nam ono pomóc zrozumieć choćby to, że Jezus nas rozumie, bo był w podobnych sytuacjach. Jakich mianowicie?
W J 4,7 widzimy Jezusa spragnionego. On wie, co człowiek przeżywa, gdy chce mu się pić. W Mt 21,18 czytamy, że Jezus był głodny. On wie, co to znaczy, gdy "kiszki marsza grają" i człowiek marzy tylko o tym, by włożyć coś do ust. J 4,6 ukazuje nam Jezusa zmęczonego. Jemu i to pragnienie, by usiąść, bo się już "nóg nie czuje" nie jest obce. W Łk 8,23 znajdujemy stwierdzenie, że Jezus zasnął podczas burzy. Był tak zmęczony, że nawet sztorm na jeziorze nie był Mu w stanie przeszkodzić we śnie. W Łk 19,41 możemy przeczytać o tym, że Jezus zapłakał na widok Jerozolimy. Tego miasta, dla którego Bóg tyle uczynił, a które było pogrążone w grzechu. Jezus nie będzie więc obcy człowiekowi, który płacze z powodu zła, niesprawiedliwości. Według J 11,35 jakże bardzo po ludzku reaguje Jezus na wieść o śmierci swego przyjaciela Łazarza. On także wie, co człowiek czuje, gdy traci bliską sobie osobę. Jezusowi nie są również obce pokusy. Przecież i On był na nie wystawiony, gdy przebywał na pustyni, o czym możemy się dowiedzieć z Mt 4,1-10. On wie, czym jest walka duchowa. Widzimy również Jezusa opuszczonego, zdradzonego, gdy nawet najbliżsi odsuwają się od Niego i rozpraszają "każdy w swoją stronę" (J 16,32). Kiedy zaś czytamy opis sądu Jezusa (np. Mk 14,55-65) możemy się domyśleć, że On wie również, jak czuje się człowiek niesłusznie oskarżany, oczerniany, poniżany. W końcu ten okrzyk: "Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?" (Mt 27,46). Jezus wie, co na drogach wiary oznaczają ciemności, które wkradają się do serca.
Kiedy patrzymy na te wszystkie przeżycia Jezusa, to jakże bliski może On stać się dla nas. Z wielką radością możemy stwierdzić, że "nie takiego (...) mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu" (Hbr 4,15). Dzięki temu, że Jezus rozumie nas w każdej chwili naszego życia może On być dla nas przyjacielem. Nawet powinien nim być. Dlaczego?
Wielu ludzi może traktować modlitwę w następujący sposób: "Jezu, powiedziałem Ci o swoich sprawach. Fajnie było z Tobą porozmawiać. Wiem, że Ty mnie rozumiesz i mogę Ci zaufać, ale teraz muszę wracać do życia. Nie bój się jednak. Nie zapomnę o Tobie. Znowu wrócę, by z Tobą porozmawiać o tym, jak mi się wiedzie. Ewentualnie poproszę Cię o Twą łaskę, jako zaliczkę potrzebną mi do życia. Nie przejmuj się- nie będę Cię zbyt mocno zadręczać swoimi sprawami. Przecież jesteś tak zajęty. Poza tym, Ty jesteś tak wielkim Bogiem, że nie jestem godzien zaprzątać Ci głowy swoimi sprawami". Na tym koniec. Odchodzimy, zostawiamy Jezusa, a przecież On chce nam być bliski nie tylko w rozumieniu naszych problemów, ale i w ich rozwiązywaniu. Tylko On, podobny nam we wszystkim oprócz grzechu, uczy jak wyjść zwycięsko z pokus, jak nie poddać się zwątpieniu, jak pokonać słabości ciała, jak postępować wobec tylu problemów, których życie jest pełne. Dlatego trzeba, by Jezus był dla nas nie tylko duchowym powiernikiem, ale i wzorem. Tym, na którego zawsze będziemy chcieli patrzeć, bo On nam "w wierze przewodzi i ją wydoskonala" (Hbr 12,2). Tym, na którego zawsze będziemy chcieli liczyć, pamiętając, że bez Niego nic nie możemy uczynić (zob. J 15,5). Tym, który będzie przenikał i kształtował każdą chwilę naszego życia.
Spojrzenie na Jezusa jako na człowieka na pewno zbliża nas do Niego. Jeśli jednak ograniczymy się do takiego podejścia do Niego, to może ono stać się dla nas niebezpieczne. Ograniczymy naszą wiarę. Zamkniemy swe życie na pełne działanie Jezusa tak, jak miało to już kiedyś miejsce w Nazarecie: "Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd. Przyszedłszy do swego miasta rodzinnego, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali: 'Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? (...) Skądże więc ma to wszystko?'. I powątpiewali o Nim. (...) I niewiele zdziałał tam cudów, z powodu ich niedowiarstwa" (Mt 13,53-58). A Jezus "ma to wszystko", co widzieli Jemu współcześni, gdyż "w Nim (...) mieszka cała Pełnia: Bóstwo, na sposób ciała" (Kol 2,9). Dlatego też trzeba nam przede wszystkim popatrzyć na Jezusa oczami wiary. Trzeba nam modlić się, "(...) aby Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał (nam) ducha mądrości i objawienia w głębszym poznaniu Jego samego. [Niech da] (nam) światłe oczy serca tak, (byśmy wiedzieli), czym jest nadzieja (naszego) powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy względem nas wierzących- na podstawie działania Jego potęgi i siły" (Ef 1, 17-19). Takie spojrzenie jest ważne, gdyż pozwala zrozumieć, że możliwości Jezusa nie są możliwościami zwykłego człowieka, że Jego możliwości nie skończyły się z chwilą odejścia od nas. Bez tego spojrzenia może przyjść chwila, gdy zaczniemy się zastanawiać: "A właściwie dlaczego akurat Jezus ma być moim przyjacielem i wzorem życia?".
Popatrzmy więc teraz na Jezusa przez pryzmat Jego imienia. Oznacza ono tyle, co "Bóg zbawia". Jezus, oprócz tego, że jest prawdziwym człowiekiem, jest także prawdziwym Bogiem. Nie jakimś prorokiem, aniołem, czy mniejszym bogiem, ale Bogiem równym w chwale i majestacie Bogu Ojcu. Oczywiście wszystko, co teraz powiem trzeba rozpatrywać w świetle tajemnicy Trójcy Świętej, którą jednak tutaj nie będziemy się zajmować.
Skąd w takim razie możemy wiedzieć o tym, że Jezus jest Bogiem? Po pierwsze z wypowiedzi samego Jezusa. W Ewangelii św. Łukasza znajdujemy na przykład takie słowa Jezusa: "Królowa z Południa (...) przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon" (Łk 11,31). Kim był Salomon? Był królem. Dla Izraelity zaś ponad królem, był tylko Bóg. Dalej w 32 wersecie czytamy: "Ludzie z Niniwy (...) dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz". Kim był Jonasz? Był prorokiem. Człowiekiem posłanym przez Boga. Większy, ważniejszy od proroka był tylko Bóg. W Ewangelii św. Jana znajdujemy takie stwierdzenie Jezusa: "Ja i Ojciec jedno jesteśmy" (J 10,30). Jeden równa się jeden. Co do tego nie ma wątpliwości, więc jeżeli Bóg jest Bogiem, to Jezus jest nim także. W dalszej części tej Ewangelii (zob. J 8,58) Jezus określa Siebie imieniem Boga "Ja Jestem" i wcale nie prostuje tego, że został źle zrozumiany przez Żydów, gdy ci chcieli Go za to stwierdzenie ukamienować. To jest następny dowód na to, że Jezus jest prawdziwym Bogiem.
Nikt lepiej od Żydów nie rozumiał Biblii i nikt lepiej nie wiedział kim jest Bóg. A cóż oni stwierdzają, jak zachowują się wobec Jezusa? "Dlatego więc usiłowali Żydzi tym bardziej Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu" (J 5,18). "Odpowiedzieli Mu Żydzi: 'Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga" (J 10,33). Dla Izraelity jest tylko jeden Bóg i oni nie mieli wątpliwości, co wynika ze słów Jezusa. Tylko to twierdzenie: Jestem Bogiem. I za to Jezus został ukrzyżowany. A czy On prostował swoje wypowiedzi, czy bronił się mówiąc: "Źle mnie zrozumieliście? Ja nie czynię się równym Bogu". Nie! On ich rozumowaniu nie zaprzeczył.
Następną rzeczą, która świadczy o Bóstwie Jezusa jest nauczanie Apostołów. Ci, którzy byli Żydami, którzy najpierw tak po ludzku poznali Jezusa, później stwierdzają: "Bogiem było słowo" (J 1,1), "Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, [ o Nim] pouczył" (J 1,18), "W Nim (Jezusie) mieszka cała Pełnia: Bóstwo na sposób ciała" (Kol 2,9- Pełnia jest Pełnią i nic jej nie brakuje, a nic nie brakuje tylko Bogu), "Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela (Jezusa) naszego, Boga" (1 Tm 2,3). Dla Apostołów, którzy szli z Jezusem od początku, jak i dla Pawła, który nawrócił się później nie było wątpliwości, że Jezus jest Bogiem.
W końcu, jeśli zaczniemy porównywać fragmenty opisujące w Starym Testamencie Boga Jahwe z fragmentami mówiącymi w Nowym Testamencie o Jezusie, to zobaczymy, że te dwie osoby równe są sobie co do natury, mają jedność działania. Kilka przykładów. Bóg w wielu miejscach Starego Testamentu ukazany jest, jako Stwórca (zob. Rdz 1,1; Hi 33,4; Iz 44,28). W Nowym Testamencie to samo czytamy o Jezusie (zob. J 1,3; Kol 1,16-17). Bóg ukazany jest też, jako Pasterz (zob. Ps 23,1; Ez 34,11-16) i Jezus ukazany jest, jako Pasterz (zob. J 10,11). Bóg określany jest, jako Pierwszy i Ostatni (zob. Iz 44,6; Iz 48,12) i o Jezusie czytamy, jako o tym, który jest Pierwszy i Ostatni (zob. Ap 1,17; Ap 2,8). Takich odnośników można by zrobić jeszcze kilka, ale niech te wystarczą.
Dlaczego jest to tak ważne, aby mieć świadomość, że kiedy przychodzę do Jezusa, staję przed Bogiem? Ma to tak duże znaczenie, aby objawiało się w naszym życiu działanie Jego potęgi i siły (por. Ef 1,19). Przed takim Jezusem stanęli Żydzi. Mieli kontakt z Jezusem, który nauczał "jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie" (Mt 7,29). A nad czym ta władza Jezusa się objawia? Wystarczy wziąć do ręki Ewangelie, by się o tym przekonać.
Sięgnijmy chociażby do Ewangelii św. Marka. Już na samym początku działalności Jezus objawia swą władzę nad Szatanem: "Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: 'Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić (...)'. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: 'Milcz i wyjdź z niego!'. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: 'Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne'". (Mk 1,23-27). Dalej widzimy, że Jezus ma władzę nad chorobą. Ludzie o tym wiedzieli i dlatego "przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami" (Mk 1,32-34). Jezus ma także władzę nad grzechem, co ukazuje nam dalszy fragment tej Ewangelii: "Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: 'Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy'. (...) Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów- rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!" (Mk 2,5-11). Z czwartego rozdziału dowiadujemy się, że Jezus ma również władzę nad przyrodą: "(...) wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: 'Milcz, ucisz się!'. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza" (Mk 4,35-41). Może to czynić, bo On jest tym Słowem, które wszystko stwarza. W końcu czytając piąty rozdział cytowanej Ewangelii św. Marka widzimy Jezusa, który ma władzę nad śmiercią (zob. Mk 5,35-42).
Powinniśmy o tych możliwościach Jezusa pamiętać, bo przecież On jest "wczoraj i dziś, ten sam także na wieki" (Hbr 13,8). Jest to jedno z najważniejszych i najwspanialszych stwierdzeń naszej wiary. Dlatego właśnie, że Jezus jest wciąż ten sam, że chce być z nami "przez wszystkie dni, aż do skończenia świata" (Mt 28,20) i my możemy przychodzić do Niego z ufnością, z wiarą pełną oczekiwania, pamiętając, że "On to rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają. Albowiem każdy kto wezwie imienia Pańskiego będzie zbawiony" (Rz 10,12-13).
Poprzez przytoczony wyżej fragment możemy też zrozumieć, jaki jest najważniejszy powód obecności Jezusa pośród nas. Kiedy czytamy Biblię widzimy, że Bóg chce zbawić swój lud. On zrealizował to w jedyny i ostateczny sposób przez to, co zrobił Jezus Chrystus. Zrozumieli to dobrze ci, którzy poszli za Jezusem, którzy dla Niego zostawili wszystko. Św. Piotr odpowiadał żydowskim autorytetom: "(...) nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4,12). Św. Paweł, po swym nawróceniu, także widzi w Jezusie jedynego zbawcę: "Albowiem w Chrystusie Bóg jednał z sobą świat, nie poczytując ludziom ich grzechów" (2 Kor 5,19). Podobnie i św. Jan ukazuje Jezusa, jako zbawiciela świata: "Albowiem Bóg nie posłał na świat swego Syna po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony" (J 3,17).
Ci, którzy wyrośli z Żydów, którzy oczekiwali Bożego zbawienia stwierdzili, że tylko Jezus może doprowadzić ludzi do zbawienia. Tylko On może dać nam nowe życie. To właśnie dzięki Jezusowi, który umarł i zmartwychwstał, cała ludzkość powołana jest do zbawienia: "Jest to bowiem rzecz dobra i miła w oczach Zbawiciela naszego, Boga, który pragnie, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy. Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek, Chrystus Jezus, który wydał siebie samego na okup za wszystkich jako świadectwo we właściwym czasie" (1 Tm 2,3-6).
Z czego możemy wnioskować, że Jezus nie tylko jest Zbawicielem, ale i chce nas zbawić. Chce wyzwolić ludzi z niewoli grzechu, śmierci i Szatana. Po pierwsze z Jego zbawczej świadomości. Samo imię Jezus, a przypomnijmy, że u semitów imię oznacza naturę, charakter osoby, oznacza: "Bóg zbawia". A więc już przez swe imię Jezus ukazuje Kim jest i po co przyszedł na ten świat. Jezus doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Sam przecież powiedział, że "Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło" (Łk 19,10), lub w innym miejscu: "Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale by świat zbawić" (J 12,47).
Następną rzeczą, która na to wskazuje jest dzieło śmierci i zmartwychwstania Jezusa. List do Hebrajczyków podsumowuje je w następujący sposób: "A gdy wszystko wykonał, stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają" (Hbr 5,9). Dzięki temu, co uczynił "przez własną krew wszedł raz na zawsze do miejsca świętego, zdobywszy wieczne odkupienie" (Hbr 9,12). W rękach Jezusa jest zbawienie i On chce się nim dzielić z tymi, którzy w Niego uwierzą.
W tym miejscu naszych rozważań można jeszcze zapytać, po co Jezus wszedł do miejsca świętego? Odpowiedzi udziela nam słowo Boże. On tam poszedł, aby "teraz wstawiać się za nami przed obliczem Boga" (Hbr 9,24). Uczynił to po to, aby nas usprawiedliwiać, a nie oskarżać, by wciąż wołać do Boga: "Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23,34). Tym usprawiedliwiającym nas głosem jest właśnie Jego zbawcza ofiara, Jego krew przelana za nasze grzechy. Krew, "która przemawia mocniej niż [krew] Abla" (Hbr 12,24). Krew Abla wołała do nieba o pomstę. Krew Jezusa woła o miłosierdzie dla zagubionej ludzkości.
To, że Jezus chce zbawiać ludzi, a nie potępiać ich, wynika także z wiary Kościoła. Wiary, w której ten Kościół wzrastał od samego początku. Jakże inaczej ludzie tak garnęliby się do Chrystusa pogardzanego przez możnych tego świata? Jakże inaczej chcieliby przyjmować tak stanowcze Jego słowa, gdyby nie znali nagrody, którą Jezus przygotował dla tych, którzy Go słuchają (por. Hbr 5,9)? Dlatego św. Paweł przypominał i zapewniał: "Nauka to zasługująca na wiarę i godna całkowitego uznania, że Chrystus Jezus przyszedł na świat zbawić grzeszników" (1 Tm 1,15).
Kolejnym dowodem na to, że Jezus pragnie zbawić człowieka, jest zesłanie Ducha Świętego. Dając nam swego Ducha Bóg chce, abyśmy byli Jego dziećmi, a jeżeli dziećmi to i dziedzicami. Potępieni, odrzuceni nie dziedziczą. Stąd też św. Paweł mógł napisać do Efezjan: "W Nim (w Chrystusie) także i wy usłyszeliście słowo prawdy, Dobrą Nowinę o waszym zbawieniu. W Nim również uwierzyliście i zostaliście naznaczeni pieczęcią Ducha Świętego, który był obiecany. On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością [Boga], ku chwale Jego majestatu" (Ef 1,13-14).
Myślę, że to dzieło Jezusa jest najwspanialsze, i że jeszcze głębiej powinniśmy odkryć prawdę o Chrystusie, prawdziwym człowieku, prawdziwym Bogu, a przede wszystkim Zbawicielu i na tej prawdzie jeszcze bardziej budować swą relację z Jezusem.
Rozważmy jeszcze raz w swych sercach te słowa o Jezusie. O tym, który nas rozumie, który tyle może, który uczy nowego życia, a nade wszystko słowa o Jezusie, który nas kocha. Wtedy jakże bliski, radosny i pełen nadziei stanie się nam ten znany okrzyk: Jezu! Ufam Tobie. I może wtedy Jezus, jako żywy Bóg, jeszcze bardziej będzie przenikał swą obecnością każdą chwilę naszego życia. Może wtedy naprawdę zawsze, wszędzie i we wszystkim będziemy Mu ufać, żyjąc tą świadomością, że to właśnie w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy (zob. Dz 17,28).
do góry
WebDesign © by Szymon Rochowiak | Copyright © 2002-2006 EGEIRO
Wszelkie prawa zastrzeżone