|
Archiwum konferencji
OWOCE EUCHARYSTII
"Proście, a będzie wam dane" (Mt 7,7), "Przyjdźcie do Mnie, a ja was pokrzepię" (Mt 11,28), "Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy" (Hbr 11,1). Myślę, że szczególnie w dzisiejszych czasach pragnienie czegoś jest rozbudzane w człowieku przez świadomość tego, co dana rzecz mu daje. Ta świadomość pomaga otworzyć się na dany dar. Podobnie rzecz powinna się mieć z Mszą Świętą, bo przecież to nam coś daje uczestnictwo w Eucharystii, nie Bogu. On jest nieskończony i Jemu nic nie brakuje. Jemu nasze modlitwy nic nie dodają. Przypominają nam o tym choćby słowa z IV Prefacji Zwykłej, które brzmią: "Nasze hymny pochwalne nic Tobie nie dodają , ale się przyczyniają do naszego zbawienia".
A więc co daje nam Eucharystia? Mam nadzieję, że znalezienie odpowiedzi na to pytanie pomoże nam uczestniczyć w Eucharystii z otwartym i spragnionym sercem. Inaczej, jak mówi pewne powiedzenie, "wiara tyle pomoże nieświadomemu, co rosół umarłemu".
Wiemy już, że Eucharystia jest chlebem życia. Oczywiście nie chodzi tu o pokarm dla ciała. Ten jest inny. Sam Jezus mówił do Żydów szukających Go po rozmnożeniu chleba: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy" (J 6,26-27). Choć czasami może się zdarzyć, że Eucharystia będzie i pokarmem dla ciała, jak u Eliasza, który mocą chleba z nieba szedł 40 dni. Najsłynniejszym chyba przypadkiem jest działanie Eucharystii u Marty Robin, która przez wiele lat żyła sparaliżowana przyjmując tylko Krew Pańską. Może jednak, mimo wszystko, nie próbujmy tego stosować w swym życiu w dobie kryzysu.
Jakie więc życie daje Eucharystia? Najprostsza odpowiedź, to ta wskazana przez Jezusa: "Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym" (J 6,54). Jezus jest chlebem zapewniającym nieśmiertelność każdemu, kto będzie spożywał Jego Ciało. Nie chodzi tu jednak tylko o nieśmiertelność fizyczną osiąganą po śmierci, lecz o życie Boże, życie w sensie nadprzyrodzonym doświadczane tu, teraz i na wieki. To życie nadprzyrodzone, o którym mówił Jezus, to oczywiście życie pełne chwały w Jego Królestwie po zmartwychwstaniu, choć jego zadatków możemy doświadczać już teraz.
Kiedy słuchamy słów o życiu wiecznym bardzo często popełniamy właśnie ten błąd, że myślimy, iż komunia, karmienie się Ciałem Chrystusa jest tylko po to, aby przyjmując ją być kiedyś w niebie. Jednak, powtórzmy to sobie jeszcze raz, Eucharystii nie można odnosić tylko do przyszłości, która czeka nas po śmierci. Myślę nawet, że nie powinno się tego czynić. Jezus nie mówił przecież, że kto spożywa Jego Ciało będzie miał, lecz "ma życie wieczne", czyli już tu i teraz ma udział w życiu Boga, w Jego chwale, choć teraz widzimy ją niejasno, jakby w zwierciadle (zob. 1 Kor 13,12).
Jeśli tak się sprawy mają, to Eucharystia powinna mieć związek przede wszystkim z naszą teraźniejszością, z troską o obecne życie duchowe, o zjednoczenie z Chrystusem, o obecność Jezusa w nas tu i teraz. Ta troska jest szczególnie ważna dla nas, istot słabych, grzesznych, gdyż korzystanie z tego pokarmu, którym są zastawione stoły podczas Mszy, jest korzystaniem ze zbawienia. Z wyzwolenia z grzechu ku temu, co dobre i święte. To jest tajemnica nowej Paschy. Dzieje się tak, bo przecież w Eucharystii jest obecne ciało "wydane za grzechy świata". To jest ta prawda, o której mogliśmy dowiedzieć się z poprzednich rozważań: Eucharystia daje doświadczenie ciągłości dzieła zbawienia, które dokonało się w Jezusie. Ona pozwala doświadczać tych owoców w nas i dla nas. Jasno daje temu wyraz to wyznanie składane po przeistoczeniu: "Oto wielka tajemnica wiary" i odpowiedź: "głosimy śmierć Twoją Panie Jezu ...", śmierć za nasze grzechy, dla naszego zbawienia.
Spróbujmy zastanowić się teraz nad kolejnym owocem uczestniczenia w Eucharystii i przyjmowania jej w komunii świętej. Jezus powiedział także: "Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim" (J 6,56). Jakże ważne jest by o tym pamiętać, gdyż, jak w innym miejscu stwierdza to Chrystus : "Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić" (J 15,5). Proste: spożywający Ciało i pijący Krew Jezusa pozostaje na trwale zjednoczony z Synem Bożym, a On z nim. To jest właśnie komunia. Komunia, to nie ryt przyjęcia opłatka, bo się jest po spowiedzi i na Mszy, ale jest to w najgłębszej swej istocie zjednoczenie z Synem Bożym. Takie zjednoczenie, które zmienia życie. I to jest jej owoc: żyć- w pełnym chrześcijańskim sensie, to znaczy wejść we wspólnotę z Jezusem, a przez Niego z Bogiem Ojcem otwierając się na działanie Bożego Ducha, Ducha Jezusa Chrystusa w nas. Oto wielka tajemnica wiary: pozwolić Bogu na obecność w swoim życiu. Czynnikiem jednoczącym jest właśnie Eucharystia, owoc ofiary krzyżowej, złożonej przez Jezusa "za życie świata" (J 6,51). W niej człowiek może odnaleźć źródło nowego życia.
Dzięki takiemu rozumieniu Eucharystii i podejściu do niej w świetle tych prawd, o których była mowa i naszymi będą mogły stać się słowa św. Pawła: "Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie" (Ga 2,20). I o to właśnie chodzi.
W tym kontekście prawdy o jednoczeniu się z Chrystusem Eucharystia przypomina nam także, że Syn Boży przyjął tych, którzy Go wydali, opuścili czy ukrzyżowali. Zaakceptował On taką ludzkość jako swoją Oblubienicę, jako swoje Ciało. Z taką ludzkością pragnie mieć związek. I ta nasza jedność, komunia z Jezusem- patrząc na to z Jego strony- jest nierozerwalna, bezwarunkowa, bo oparta na przebaczaniu, na przygarnianiu winnych Jego śmierci. Śmierci, którą poprzedziło wołanie do Ojca: "Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią" (Łk 23,34).
Przez spożywanie Ciała Chrystusa możemy więc uświadamiać sobie miłosierną miłość Boga i uczyć się wierności Bogu, śmiałego przystępu do tronu Jego łaski. To jest konkretna rzeczywistość, gdyż przez spożywanie Eucharystii przyjmujemy owoc śmierci Jezusa- przebaczenie ze strony bezgranicznie wiernego Oblubieńca. Tego, który "umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował" (J 13,1). To dzięki tej miłości jesteśmy święci i nieskalani przed obliczem Boga (zob. Ef 1,4).
Tak więc właściwie przyjęta Eucharystia jednoczy z Jezusem i przez to pomaga upodabniać się do Niego prowadząc wierzących do pełni chrześcijańskiego życia. Jeśli tak nie jest, jeśli nie przyjmuję Eucharystii, po to, by upodabniać się do Chrystusa, by mieć z Nim komunię w życiu codziennym, by żyć z Nim i w Jego obecności, to jej nie rozumiem i nie przeżywam właściwie. Zaś świadomość, że przyjęło się Jezusa, że z Nim idzie się przez to życie, że żyje się w Jego obecności pomaga się zmieniać. Dzieje się tak, bo przecież czyjaś obecność zawsze jakoś wpływa na nasze zachowanie.
Tak więc właściwie przeżywana Msza Święta staje się dla nas źródłem życia. Życia nadprzyrodzonego, które jest darem Boga. Życia, którego doświadczamy już tu na ziemi i którym w pełni będziemy się mogli cieszyć, gdy nastanie pełnia Królestwa Bożego. Tak rozumiana i przeżyta Eucharystia prowadzi nas do kolejnego owocu uczestniczenia w niej. Ona pomaga dawać świadectwo wiary. Jest to świadectwo dawane przez nowe życie, które w nas kształtuje Jezus obecny i działający przez tajemnicę sakramentu Eucharystii. Nasze uczestnictwo we Mszy Świętej pomaga dawać to świadectwo i na inne sposoby. Choćby przez tak prostą rzecz jak udawanie się do kościoła. Sąsiedzi patrzą i widzą: Idzie gdzieś w niedzielę ładnie ubrany- wiadomo: do kościoła, na spotkanie z Bogiem. Ten człowiek wierzy. Wiemy zaś, że świadectwo najczęściej więcej znaczy, niż słowa.
Jakich owoców Eucharystii możemy, powinniśmy jeszcze doświadczać? Eucharystia jednocząc chrześcijanina z Jezusem ma mu przypominać, że stanowi On Ciało Chrystusa. Przez to ma on czynić to, co czynił Jezus. Św. Paweł pisał: "Za /wielką/ bowiem cenę zostaliście nabyci. Chwalcie więc Boga w waszym ciele!" (1 Kor 6,20). Tak czynił Jezus: przez to, jak żył w ludzkim ciele, które przyjął na siebie, oddawał chwałę Bogu Ojcu. Eucharystia czyni więc chrześcijan Ciałem Chrystusa, przez które Chrystus daje się światu, przez które Chrystus chce ukazywać mu chwałę Boga. W związku z tym, jak to powiedział pewien ksiądz: "Jezus nie karmi chrześcijan dla ich sytości, lecz dla ich płodności". Nie przyjmujemy komunii dla własnej duchowej satysfakcji, uspokojenia sumienia czy po to, by pochwalić się tym, gdy staniemy przed Bogiem. Życie przyjmowane w Eucharystii mamy przeżywać po wyjściu z kościoła w sobie i obdarzać nim innych.
Słuchając tych słów można chyba powiedzieć, że tak jak chrześcijanie potrzebują Eucharystii tak też Eucharystia potrzebuje chrześcijan, to znaczy potrzebuje ich życia, by mogła się urzeczywistniać w świecie. Dopiero, gdy tak rozumiemy Eucharystię, gdy tak ją przeżywamy, gdy przyjmujemy Ciało Chrystusa (komunię świętą) by stawać się Ciałem Chrystusa (żywą świątynią Boga), gdy przyjmujemy ją, by mieć udział w życiu Jezusa możemy mieć i dzięki niej udział w Jego zmartwychwstaniu i staje się ona dla nas rzeczywiście chlebem na życie wieczne.
Kolej na uświadomienie sobie następnych owoców, jakie niesie z sobą Eucharystia. Posłuchajmy kolejnych słów Jezusa: "Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie" (J 6,35). W końcu On przyszedł po to, aby Jego owce "miały życie i miały je w obfitości" (J 10,10). Oczywiście jak już mówiliśmy nie chodzi tu o zaspokojenie łaknienia fizycznego. Chodzi o udzielanie dóbr duchowych, które podtrzymują w człowieku życie wewnętrzne, życie duchowe. Dóbr, które pomagają żyć nadzieją nawet pośród największych zewnętrznych przeciwności. Dóbr, które pozwalają zachować pokój serca pośród największych trosk. Takich dóbr, które pomagają wszelkie problemy pokonać, przebrnąć przez nie w duchu miłości i mocy Bożej umożliwiając zwyciężanie zła dobrem (zob. Rz 12,21). Właściwie przyjmowana i przeżywana Eucharystia jest pokarmem pomagającym trwać na drogach wiary i żyć duchem wiary.
Trzeba jednak umieć z tych darów korzystać. Postawa niektórych osób przyjmujących Eucharystię może przypominać postawę chorego, który poszedł do apteki, kupił lekarstwa, wrócił do domu, schował lekarstwa do szuflady i dalej narzekał, jaki to on jest chory. Dlatego nie skupiajmy się na tym, co zewnętrzne. Eucharystia jest rzeczywistością duchową. Skupmy się więc na tym, co przez Eucharystię mamy w swoim sercu, a czego możemy doświadczać przez wiarę. Chyba, że tej wiary nam brak.
Popatrzmy na kolejny owoc, którego możemy doświadczać podczas Mszy Świętej. Otóż Eucharystia jest także sakramentem uzdrowienia. Przede wszystkim uzdrowienia duchowego, wewnętrznego. Przez akty żalu i komunię świętą uzdrawia, uwalnia nas z grzechów lekkich. Przez liturgię słowa może uzdrawiać nasze umysły z "chorego" sposobu myślenia o Bogu, o sobie czy świecie. O takim uzdrawiającym działaniu słowa Bożego zapewnia nas Biblia (zob. Ps 107,20; Mdr 16,12).
Tego uzdrawiającego działania Eucharystii możemy doświadczać poprzez wspólną modlitwę, choćby prosząc o uzdrowienie duchowe lub fizyczne na modlitwie wiernych, czy ofiarując Bogu w tej intencji całe swe uczestnictwo we Mszy Świętej. Nie możemy też zapomnieć o działaniu komunii świętej. Przecież przed jej przyjęciem mówimy: "Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja". Świadomość, że nie jest się samym, doświadczenie przez wiarę w swym sercu obecności Księcia pokoju, Zbawiciela świata może wiele uczynić dla dobra naszych dusz.
Pamiętajmy jednak, że uzdrawiające działanie Eucharystii dotyczy całego człowieka. Nie tylko jego duszy, ale i ciała. Przed przyjęciem komunii ksiądz modli się: "Panie Jezu Chryste, niech przyjęcie Ciała i Krwi Twojej nie ściągnie na mnie wyroku potępienia, lecz dzięki Twemu miłosierdziu niech mnie chroni oraz skutecznie leczy moją duszę i ciało". Także swe choroby możemy oddawać Bogu prosząc by Jezus nas uzdrowił. Może jedno świadectwo o tym, co mogłoby się dziać podczas Eucharystii, gdyby podchodzić do niej w Duchu wiary i świadomości tego, że nie jest ona czasem, w którym my coś robimy dla Boga, ale czasem, w którym Bóg może i chce coś dla nas uczynić, w którym chce objawiać potęgę swego działania. Chciałbym tu przytoczyć świadectwo uzdrowienia, które w swej książce "Abyście wierzyli" zawarła s. Briege McKenna. Pisze ona tam tak: "Brałam kiedyś udział w odprawianej pod gołym niebem Mszy Świętej w jednym z górzystych rejonów Ameryki Południowej. Na liturgię eucharystyczną przyszło wielu bardzo ubogich ludzi. Kapłan sprawował Mszę Świętą na ołtarzu zrobionym ze starego stołu. Przyniesiono chłopczyka, którego ciało pokryte było oparzeniami i ranami. Pamiętam, że pomyślałam: 'Mój Boże, naprawdę niczego nie da się zrobić. Jego stan jest bardzo ciężki, a nie mamy ani lekarzy, ani środków medycznych' (
). Modliliśmy się nad chorym chłopcem, a potem kapłan zwrócił się do starszej kobiety, która przyniosła go na Mszę: 'Proszę położyć dziecko tutaj pod stołem, a my dalej będziemy sprawować Eucharystię' (
). Po Mszy Świętej poszłam zobaczyć, jak czuje się chłopiec. Umieszczono go wcześniej pod stołem, który służył jako polowy ołtarz. Nie było go tam jednak. Zwróciłam się do kobiety, która przyniosła chłopca: 'Gdzie on jest?'. 'Jest tam'- odparła, wskazując na bawiącą się nieopodal grupę dzieci. Przyjrzałam się chłopcu. Był zdrowy. Na jego ciele nie było żadnych ran. Powiedziałam głośno słowa, które kierowałam przede wszystkim do siebie samej: 'Co się z nim stało?'.
Starsza kobieta spojrzała na mnie zdziwiona: 'Jak może siostra pytać, co się stało? Czy Jezus nie przyszedł?' (
). Na początku Mszy Świętej, o której opowiadałam, widziałam też chłopca, który miał bardzo zdeformowaną twarz. Kiedy Eucharystia się skończyła, jego matka przybiegła do mnie z dzieckiem w ramionach: 'Siostro, proszę spojrzeć na mego synka!'. Twarz chłopca była gładka jak u zdrowego dziecka. Byłam jedyną osobą, która dziwiła się temu wszystkiemu".
Wobec tych wydarzeń pozostaje powiedzieć już tylko jedno o tajemnicy Eucharystii: "W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom" (Mt 11,25).
| |