Strona główna
Czym są wspólnoty
 przymierza?
Historia wspólnoty
Treść przymierza
Nasza wspólnota
Wydarzenia
Nauczanie
Archiwum
Słowo Boże
Adres
Linki
Archiwum konferencji

PRZEŻYWANIE EUCHARYSTII

Kiedy zasiadamy do uczty, kiedy rozpoczynamy posiłek, robimy to w konkretnym celu. Podtrzymania życia, jedności ze współbiesiadnikami, znalezienia radości. Podobnie powinno być i z Mszą świętą, z ucztą eucharystyczną. Przystępując do niej także zawsze powinniśmy odnawiać w sobie świadomość tego, co może nam dać uczestniczenie w niej. Powinniśmy się zastanawiać nad tym, jaka jest nasza postawa, jakie jest nasze uczestniczenie w tym, co dzieje się przy i na ołtarzu. Zawsze powinniśmy sobie zadawać pytanie, po co i dlaczego chcę i powinienem uczestniczyć w Eucharystii, gdyż Msza, jak każda inna modlitwa, każde inne spotkanie z Bogiem nie jest po to, by ją zaliczać, lecz miedzy innymi po to, by się dzięki niej ubogacać.
"Mądrość zbudowała sobie dom i (…) stół zastawiła" (Prz 9,1-2). Stół jest zastawiony, ale skorzystać z tego mogę tylko wtedy, gdy będę wykonywał określone czynności. Wiemy przecież, że samą świadomością o posiłku, o tym, co może mi dać zjedzenie go czy też samym patrzeniem na zastawiony stół nikt się nie naje. Trzeba wyciągnąć ręce. Trzeba otworzyć usta. Podobnie, by nasycić się na Mszy Świętej trzeba przyjąć właściwe postawy. Właściwą postawę rozumu, serca i nawet ciała.
Przyjmijmy więc teraz kilka rad związanych z podejściem do Eucharystii. Pierwsza rzecz. Rzeczywistość Eucharystii jest tajemnicą wiary. Jeśli chcemy doświadczyć owoców uczestniczenia w Eucharystii musimy do niej podejść w duchu wiary. Jaka w takim razie jest nasza wiara?
Wiele osób buduje wiarę na swych nastrojach: modlę się, kiedy chcę, idę do kościoła, gdy mam na to ochotę. Czasami zaś fundamentem swej wiary czynią oni własne przekonania: Ja uważam, że…, wierzę, ale…. Tymczasem podstawą wiary, podstawą postawy człowieka wierzącego powinno być posłuszeństwo Bogu, Jego słowu. Mówi o tym choćby Samuel: "Czyż milsze są dla Pana całopalenia i ofiary krwawe od posłuszeństwa głosowi Pana? Właśnie, lepsze jest posłuszeństwo od ofiary, uległość - od tłuszczu baranów" (1 Sm 15,22). Ta prawda odnosi się także do Eucharystii: my nie mamy jej naginać do własnych możliwości, do własnego rozumienia, do własnego stanu uczuć, lecz powinniśmy wzrastać w rozumieniu jej tajemnicy i siebie podporządkowywać rzeczywistości tego sakramentu objawionej w słowie Bożym. Tak postępuje człowiek wierzący.
Idźmy dalej w naszych rozważaniach. Wiara to pełnienie woli Boga, a On przez swego Syna, w związku z tajemnicą Eucharystii, mówi między innymi: "Bierzcie i jedzcie, to jest moje Ciało. Bierzcie i pijcie, to jest moja Krew. To czyńcie na moją pamiątkę" (Łk 22,19). Jest to nie tylko zaproszenie, nie tylko nakaz, ale przede wszystkim wołanie pełne miłości skierowane do tych, którzy uwierzyli. Temu wołaniu chrześcijanie byli posłuszni od samego początku i dlatego trwali na łamaniu chleba (zob. Dz 2,42). Powtórzmy to jeszcze raz: oni nie przychodzili sporadycznie, oni trwali. Tych zaś, którzy zapominali o łasce spotkania z Bogiem autor Listu do Hebrajczyków upomina: "Nie opuszczajmy naszych wspólnych zebrań, jak się to stało zwyczajem niektórych, ale zachęcajmy się nawzajem, i to tym bardziej, im wyraźniej widzicie, że zbliża się dzień" (Hbr 10,25).
Tak więc na drogach wiary, także odnośnie Eucharystii, nie chodzi o to czy ja to czuję, czy mi się coś tam wydaje, tylko chodzi o to czy wierzę i jestem posłuszny słowu Bożemu. Z tego też powodu nasze emocje, nasze odczucia nie mogą być podstawą podejścia do Eucharystii. Co najwyżej pewne emocje mogą być owocem jej właściwego przeżywania.
Co dalej? Wiara to także przyjęcie rozumem prawdy objawionej przez Boga. Wiedza pomaga przyjąć właściwe nastawienie, podejście do Eucharystii. Gdy wiem, czym jest i co ona mi daje, to nie idę na nią, by szukać przeżyć emocjonalnych, by zaliczyć niedzielny obowiązek, bo w jakimś stopniu poczuwam się do bycia katolikiem, lecz idę na nią, by otrzymać to, co Eucharystia z sobą niesie. Idę bez względu na to czy to czuję czy nie, bo już wiem, że to nie moje emocje czy wyobrażenia, lecz słowo Boże jest podstawą wiary i że na jego podstawie Bóg działa.
Eucharystia jest tajemnicą wiary, a nie teatrem i najważniejsze nie jest to, co dostrzegamy oczami ciała, lecz co zobaczymy oczami duszy. Dzięki takiej świadomości podczas Eucharystii człowiek nie szuka siebie, lecz Boga. Bez rozumnej wiary będziemy zatrzymywali się na tym, co nieistotne, drugoplanowe. Wtedy zaś będziemy mogli odnieść do siebie chińskie przysłowie, które mówi: "Gdy głupcowi pokazuje się księżyc on widzi palec".
Rozumna wiara pozwala także dochować wierności uczestniczeniu w Eucharystii. Dzięki niej wierzący może sobie powiedzieć: Idę na Mszę, bo wiem, że to ona mi coś daje, że to ja potrzebuję Boga, że rezygnując ze spotkania z Bogiem, to ja tracę.
Wejście w rzeczywistość Eucharystii pomaga myśleć o tym, co w niej istotne, a nie zatrzymywać się na rzeczach drugorzędnych, które w ostatecznym rozrachunku nie mają wielkiego znaczenia. Przecież dla głodnego nie są najważniejsze naczynia, lecz posiłek, który się w nich znajduje. Pamiętajmy, że wartość Eucharystii jest zawsze taka sama, bez względu na to na przykład, jaki ksiądz i jak ją sprawuje. Nie trzeba tu wielkich porównań. Nawet, gdy zjem powiedzmy bułkę z masłem i szynką, to bez względu na to, w jakim jestem nastroju i jaką mam świadomość o wartości energetycznej spożytego posiłku, to jego wartość kaloryczna jest taka sama.
Teraz kolejna bardzo ważna rzecz. Mianowicie musimy pamiętać, że wiara jest także postawą serca. Pamiętając o tym możemy podchodzić do całej rzeczywistości wiary z miłością. W danej rzeczywistości jest obecny mój Pan, mój Oblubieniec, Ten, który do końca mnie umiłował i który jest godzien miłości z mojej strony. Taka wiara, wiara przeniknięta miłością uczyni naszą relację z Jezusem żywą, radosną i owocną. Taka postawa, postawa serca przenikniętego miłością jest także tym, czego Bóg oczekuje, bo przecież "człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce" (1 Sm 16,7). I także Eucharystia przeżywana głęboko w sercu pozwala doświadczyć obecności Boga.
Rozumna i przeniknięta miłością wiara przynosi wspaniały owoc. Pomaga ona podchodzić do Eucharystii z pragnieniem. Jest to bardzo ważna postawa serca, bo przecież Jezus zapewniał: "Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije!" (J 7,37). Tylko człowiek spragniony obecności Boga, spragniony Jego działania w swym sercu tego doświadczy. Jeśli natomiast uczestniczymy we Mszy Świętej niczego nie oczekując, to nic się dla nas nie wydarzy. To pragnienie rozbudza w sercu postawę oczekiwania: Chcę tego, co daje Eucharystia. W końcu Jezus powiedział także: "Według wiary waszej niech wam się stanie!" (Mt 9,29). Czy wierzę, że podczas Eucharystii Jezus może coś uczynić z moim życiem? Czego oczekuję, czego pragnę od Jezusa podczas swego uczestniczenia we Mszy?
Jednak tak naprawdę, to do właściwego podejścia do Eucharystii potrzebna jest nam wiara nadprzyrodzona. Wiara, którą daje nam Bóg przez swego Ducha. To jest kolejna, istotna dla nas rzecz: do rzeczywistości Eucharystii trzeba podchodzić w Duchu Świętym, bo jak mówi Biblia: "Człowiek zmysłowy nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić" (1 Kor 2,14). Dla człowieka zmysłowego Eucharystia pozostanie obrzędem, który trzeba, albo i nie, zaliczać. Dla człowieka duchowego będzie ona miejscem i czasem spotkania z Bogiem i doświadczeniem Jego działania, które będzie on potrafił właściwie rozsądzić. Wtedy zaś nigdy nie zrezygnuje bez istotnych przyczyn z możliwości uczestniczenia we Mszy Świętej.
Omówimy sobie teraz kolejną istotną postawę. Do Eucharystii musimy podchodzić także z pokorą, w świetle słów wypowiadanych po przeistoczeniu: "Oto wielka tajemnica wiary". Bez pokory nigdy nie przyjmiemy tej tajemnicy. Będziemy jak Żydzi, którzy patrząc na Jezusa i słuchając Jego słów nie potrafili przyjąć tajemnicy wcielenia Boga. Dlatego też powinniśmy to dopuścić do siebie, że choć wiele rzeczy, także tych związanych z Eucharystią, Bóg objawił, to do końca nie jesteśmy w stanie zgłębić tajemnic wiary, zrozumieć Bożego działania. Zresztą inaczej, gdyby wszystko dało się zrozumieć, Eucharystia nie była by przedmiotem wiary, lecz tylko i wyłącznie wiedzy.
Pokora pozwala nam także pamiętać, że Eucharystia jest darem Bożym. To nie moja zasługa, że mogę w niej uczestniczyć, że mogę ją przyjmować. To Bóg mówi: "Bierzcie i jedzcie, bierzcie i pijcie" (zob. Mt 26,26). To On zaprasza, a my mamy być tylko gotowi odpowiedzieć na to zaproszenie. Zaproszenie skierowane do nas przez Króla Wszechświata.
Prawdziwa pokora pomoże nam także nie rezygnować zbyt łatwo z przystępowania do stołu Pańskiego. Wprawdzie św. Paweł pisał: "Dlatego też kto spożywa chleb lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek baczy na siebie samego, spożywając ten chleb i pijąc z tego kielicha" (1 Kor 11,27-28), jednak wiele osób tę niegodność rozumie niewłaściwie, w duchu fałszywej pokory. Myślą, że każdy, nawet najmniejszy grzech, zamyka im drogę do przyjęcia komunii. Jednak Biblia i nauka Kościoła Katolickiego mówią na ten temat coś innego.
Można zapytać: Cóż takiego? Kiedy przyjmujemy Ciało Pańskie niegodnie? W cytowanym wcześniej fragmencie św. Paweł napisał: "Kto bowiem spożywa i pije nie zważając na Ciało [Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije" (1 Kor 11,29). Tak więc pierwszą rzeczą, która czyni niegodnym nasze podejście do Eucharystii jest brak wiary w prawdziwą obecność w niej Ciała Pańskiego i Jego Krwi. Traktowanie komunikantów, jako zwykły chleb, a nie zważanie na to, że stały się one Ciałem Chrystusa.
Co jeszcze czyni nas niegodnymi przyjęcia komunii? Mówiliśmy wcześniej, że powinniśmy przyjmować Ciało Chrystusa, by stawać się Ciałem Chrystusa, to znaczy po to, by On żył w nas i przez nas, by Jego miłość objawiała się w naszych słowach i czynach. Tak więc drugą rzeczą, która czyni niegodnym nasze przyjmowanie komunii jest brak pragnienia przemieniania się, umierania sobie, by Chrystus wzrastał w nas. Bycie na Mszy po to, by uspokajać swe sumienie wmawiając sobie, że jest się pobożnym i że to wystarczy, a nie po to, by jednocząc się z Chrystusem w życiu naśladować Jego miłość, by móc coraz pełniej powiedzieć: "żyje we mnie Chrystus" (zob. Ga 2,20).
W końcu trzecią rzeczą, która zamyka drogę do stołu Pańskiego jest grzech ciężki, czyli takie zło, które popełniamy świadomie, dobrowolnie i w rzeczy ważnej przekraczamy Boże przykazania. W innym przypadku, jeśli brak, któregoś z tych trzech elementów, możemy przyjmować komunię. Samo przyjęcie komunii gładzi grzechy lekkie (zob. KKK 1394).
Komunia nie jest nagrodą za dobre sprawowanie. Ona jest przyjmowaniem daru Bożego. Przyjmowaniem Tego, który został złożony w ofierze za grzechy świata. Przyjmowaniem Tego, który chce dać nam siłę do walki z grzechem i prowadzić w niej do zwycięstwa. Nie rezygnujmy więc zbyt szybko z przystępowania do stołu Pańskiego, chyba że sumienie jasno wskazuje nam jakiś grzech ciężki w naszym życiu.
Dość dużo do tej pory mówiliśmy o rozumnym podejściu do tajemnicy Eucharystii. Wspominaliśmy także o właściwej postawie serca. Taką postawę, w której będziemy potrafili uczestniczyć w Mszy Świętej w prawdzie i miłości. Mówiliśmy też o wierze nadprzyrodzonej, którą może w nas ukształtować Duch Święty. To On ma nas doprowadzać do całej prawdy (zob. J 16,13), także tej dotyczącej Eucharystii. To dzięki Niemu do tej rzeczywistości możemy podchodzić zupełnie inaczej, niż ci, którzy Go nie mają, gdyż "tego, co Boskie, nie zna nikt, tylko Duch Boży", a "myśmy nie otrzymali ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania darów Bożych" (1 Kor 2,11-12). Eucharystią zaś tym darem Bożym na pewno jest. To On może także w naszych sercach rozlać Bożą miłość, która pociągnie nasze wnętrza ku Temu, który ofiaruje się nam w tajemnicy tego sakramentu.
Mając Ducha Świętego, podchodząc do rzeczywistości Mszy Świętej przez wiarę nadprzyrodzoną człowiek wierzący może także zupełnie inaczej przeżywać to wszystko, co podczas niej czyni. Jego czynności, postawy dzięki obecności w nim Ducha Świętego, Ducha wiary nie są wykonywane "owczym pędem", lecz są wyrazem, symbolem stanu jego ducha, jego świadomości, jego pragnień. To wszystko jest wyrazem postawy jego serca. Spróbujmy więc teraz zastanowić się nad niektórymi czynnościami związanymi z Mszą Świętą i nad tym, jakie mogą mieć one duchowe znaczenie.
Już czynności związane z przygotowaniem do Mszy możemy przeżywać w duchu wiary. Na przykład przygotowując się do Mszy ubieramy się odświętnie. Czynimy tak, gdyż wiemy, że będziemy stawać w obecności Boga, Króla Wszechświata. Nie możemy więc ubrać się jak na plażę czy zwykły spacer.
Przed Mszą zachowujemy także post eucharystyczny (jedną godzinę przed komunią świętą). Znów nie czynimy tego tylko dlatego, że jest jakiś taki nakaz, lecz może to być wyrazem naszego pragnienia przygotowania się do nasycenia się słowem i chlebem życia. Można powiedzieć, że jest to nasz gest związany z pedagogiką pragnienia. Tak pragnę Bożego daru, pokarmu z nieba, że odkładam na chwilę dary ziemi, ziemski pokarm.
Przed Mszą zazwyczaj dzwonią dzwony. Mogę to odebrać jako głos Boga, który w ten sposób wzywa nas: "Przyjdzie do Mnie", który przypomina, iż zbliża się uczta, na której On zastawia stół i szykuje pokarmy dające życie wieczne i nie chce, abyśmy o tym zapomnieli. Przypomina więc o tej uczcie przez swoje sługi, którzy wprawiają dzwony w ruch.
Jeśli odpowiemy na Boże zaproszenie i udamy się do kościoła na Eucharystię, to wchodząc do świątyni możemy zanurzyć rękę w wodzie święconej i uczynić znak krzyża. Ten symboliczny gest może być wyrazem wyznania przez nas wiary: "Jestem zanurzony w chrzcie Jezusa i mam udział w zbawieniu. Mam śmiały przystęp do tronu Jego łaski". Jako ci, którzy przez chrzest zostali włączeni w nowe życie mamy też możliwość udziału w nowej passze. Znowu ten gest może nam przypominać o łasce otrzymanej od Pana (chrzcie i nowym życiu) i przez to głębiej wprowadzić nas do następnej łaski (stołu Eucharystycznego, stołu z pokarmem na życie wieczne).
Także przyjmowane przez nas na Mszy postawy mają swoje znaczenie. Powtórzmy: to nie "owczy pęd" sprawia, że wstajemy czy klękamy, bo wszyscy to robią, lecz świadomość tego, co czynię i po co to robię. I tak na przykład postawa stojąca jest wyrazem szacunku. Ja wiem, przed Kim stoję. Wiem, Kto do mnie mówi. Postawa stojąca jest także wyrazem gotowości. Wstaję, bo jestem gotowy wykonać to, co usłyszałem, do czego Bóg mnie wzywa czy wysyła. Jest ona także wyrazem godności. Stoję, bo jestem dzieckiem samego Boga, bo Bóg wyzwolił mnie, podniósł mnie z niewoli grzechu.
Na Mszy przyjmujemy także postawę siedzącą, która nie jest wyrazem rozleniwienia, lecz pragnienia skupienia się na tym, co jest mówione. Nie zapominajmy także o postawie klęczącej, która jest postawą człowieka pokornego duchem. Oddaję pokłon Bogu, bo wiem, że przed Nim jestem tak mały, że nie mogę się z Nim porównywać. Klękając staję się mały przed Bogiem. Wyznaję przez tę postawę, że On jest moim królem. Jest Tym, przed którym już teraz chcę zginać swe kolana (zob. Flp 2,10).
Również inne gesty wykonywane na Mszy mogą być dla mnie tylko gestami, ale mogą być także modlitwą. Tak może wyglądać choćby podejście do czynienia znaku krzyża na czole, ustach i sercu przed Ewangelią. Mogę wykonać ten gest, bo wszyscy tak robią, ale mogę, czyniąc ten gest, prosić Boga, aby pobłogosławił mój umysł, bym zrozumiał i zapamiętał słowa Ewangelii. Czyniąc znak krzyża na ustach mogę modlić się o błogosławieństwo potrzebne mi do jej głoszenia, mówienia innym o moim Bogu, zanoszenia innym Dobrej Nowiny o zbawieniu. Nowiny, która na Mszy jest mi przypominana. I wreszcie czyniąc znak krzyża na sercu mogę prosić Boga, by swym błogosławieństwem pomógł mi żyć usłyszanym słowem, pomógł mi to słowo umiłować i nim kierować się w życiu.
Widzimy więc, że te same gesty mogą mieć zupełnie inne znaczenie. Wszystko zależy od nas. Od naszej wiary, zaangażowania, świadomości uczestniczenia w Eucharystii. Od tego, gdzie jest nasze serce. Od tego, czy daną postawę, gest, dialog liturgiczny przeżywam jak człowiek duchowy czy cielesny.
Na koniec o jeszcze jednej bardzo prozaicznej wydawałoby się rzeczy, od której także zależy nasz sposób uczestniczenia we Mszy Świętej. Tą rzeczą jest miejsce, w którym stoimy na Mszy. Jeśli jest to miejsce, z którego wszystko można zobaczyć i usłyszeć, to wiadomo, iż dzięki temu łatwiej uczestniczyć w Eucharystii. Miejsce poza kościołem jest dobre najwyżej dla osób, które z powodu jakiejś choroby czy innych uzasadnionych powodów (np. są z małym dzieckiem, nad którym trudno zapanować i które ciągle przeszkadzałoby innym w modlitwie) nie mogą przebywać wewnątrz świątyni. Przecież nikt z nas, jeśli chcemy uczestniczyć w jakiejś uczcie nie staje przed budynkiem, w którym ona ma miejsce. Jeśli zaś ktoś to czyni, to w tej uczcie nie uczestniczy. Bądźmy więc konsekwentni i traktujmy poważnie swą wiarę i swój udział we Mszy Świętej także przez zajęcie odpowiedniego miejsca w świątyni.
do góry
WebDesign © by Szymon Rochowiak | Copyright © 2002-2006 EGEIRO
Wszelkie prawa zastrzeżone