Strona główna
Czym są wspólnoty
 przymierza?
Historia wspólnoty
Treść przymierza
Nasza wspólnota
Wydarzenia
Nauczanie
Archiwum
Słowo Boże
Adres
Linki
Archiwum konferencji
TRUDNOŚCI NA DROGACH WIARY

Są chwile w naszym życiu, gdy Bóg daje nam odczuć swą bliskość. Takie okazje jak rekolekcje, różnego typu spotkania modlitewne czy inne wydarzenia mogą nas bardzo umocnić. Możemy wtedy bardzo konkretnie odczuwać Bożą obecność. W sercach rodzi się pragnienie pójścia za Bogiem, rozpoczęcia z Nim współpracy. Oddajemy Mu swe życie, obiecujemy wierność. Podejmujemy postanowienia, przez które chcemy praktycznie realizować swą wiarę. Staramy się żyć inaczej, niż uczy ten świat, bo wiemy, Komu i dlaczego zaufaliśmy. Chcemy kroczyć drogą wiary, stawiając sobie zawsze Pana przed oczy (zob. Ps 16,8), wpatrując się w Tego, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala (zob. Hbr12,2). Jesteśmy wierni codziennej modlitwie osobistej. Bierzemy udział w spotkaniach liturgicznych, modlitewnych czy formacyjnych. Biblia jest dla nas nieodłącznym towarzyszem życia, a słowo Boże jest światłem na naszych drogach ( zob. Ps 119,105). Sakramenty są dla nas autentycznym miejscem Bożego działania. I wydaje nam się, że to do nas, już na zawsze, odnoszą się słowa św. Pawła: "Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej?" (Rz 8,35).
Jednak mimo tego wszystkiego, co zostało wcześniej opisane, jakże bliskie stają się nam czasami inne słowa. Choćby te z Psalmu 69: "Trapiłem siebie postem, a spotkały mnie za to zniewagi. Przywdziałem wór jako szatę i pośmiewiskiem stałem się dla innych" (Ps 69,11-12). Przychodzą w życiu chwile, w których nie rozumiemy, co i dlaczego się dzieje. Przecież nam się wydawało, że postępujemy jak należy, a tu wszystko wali się nam na głowę. Dzieje się tak, jak w słowach innego Psalmu: "W każdym czasie chlubimy się Bogiem i sławimy bez przerwy Twe imię. A jednak odrzuciłeś nas i zawstydziłeś, i nie wyruszasz już z naszymi wojskami" (Ps 44,9-10). Z krainy wewnętrznej radości wchodzimy w ciemną dolinę, gdzie czasami chciało by się nawet krzyczeć: "Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?" (Ps 22,2).
Innym razem sami pakujemy się w kłopoty, wystawiając Boga na próbę. Nasza wiara przeżywa kryzys. Jego przyczyny mogą być różne. Zaczyna się, gdy na przykład zbyt dużo myślimy o rzeczach przemijających i z zazdrością patrzymy na życie tych, którzy z wiarą mają niewiele wspólnego. Wtedy możemy sami sobie powtórzyć słowa z Psalmu 73: "A moje stopy nieomal się nie potknęły, omal się nie zachwiały moje kroki. Zazdrościłem bowiem niegodziwym, widząc pomyślność grzeszników" (Ps 73,2-3).
Na drogach wiary u wielu ludzi pojawia się okres wahania, wątpliwości, zniechęcenia. Okres, który niektórzy popularnie nazywają "dołkiem". Zaczynamy zadawać sobie wtedy pytanie: "A po co mi to?". Zaczyna się porównywanie z poprzednim życiem, gdy byliśmy na przykład tylko nominalnymi wierzącymi. Mówimy sobie: "Przecież wówczas też wierzyłem w Boga, jakoś układałem sobie życie. Czy wtedy nie było mi lepiej?". I zaczynamy zachowywać się jak Mojżesz czy Izraelici, którzy po pierwszym porywie, posłuszeństwie, zachwycie wobec Boga, po skoku wiary, znów zaczęli myśleć po ludzku i szemrać przeciw swemu Wybawicielowi.
Tak uczynił Mojżesz, o czym czytamy w Księdze Wyjścia (zob. Wj 5,22-23). Tak postępowali Izraelici, o czym możemy się przekonać z innego fragmentu tejże Księgi (zob. Wj 16,3). I chociaż Bóg nieustannie wychodził im naprzeciw, choć odpowiadał na ich modlitwy, choć czynił pośród nich, na ich oczach wielkie rzeczy, oni wciąż wątpili. Wciąż mieli zły obraz Boga. Widzimy to, patrząc między innymi na bunt Izraelitów u granic ziemi obiecanej: "Obyśmy byli pomarli w Egipcie albo tu na pustyni! Czemu nas Pan przywiódł do tego kraju, jeśli paść mamy od miecza (...). Czy nie lepiej nam będzie wrócić do Egiptu?" (Lb 14,2-3). Oni wciąż nie potrafili zaufać Bogu. Uwierzyć, że dla Niego nie ma rzeczy niemożliwych, że On prawdziwie troszczy się o swój lud. Sami prosili się o kłopoty. Sami przez swą postawę utrudniali sobie życie wiarą.
Nie potrafili oni, nie potrafimy czasem i my, bo Bóg tę troskę o swój lud okazuje na swój sposób, a nie według naszych oczekiwań. On tak postępuje, ponieważ patrzy na życie szerzej niż my i wie, że to, co nam się teraz wydaje dobre, później może okazać się zgubne, a to, co nam w danej chwili wydaje się trudne, później przynosi nam korzyść.
Patrząc na te i wiele innych fragmentów z Biblii ukazujących drogi wiary, patrząc na to, co czasem dzieje się w naszej duszy, widzimy jasno, że na tych drogach musimy być przygotowani na różne problemy. Czasem nawet dla nas niezrozumiałe i, wydawałoby się, niezasłużone. I to nie powinno nas dziwić, bo Jezus nie mówił, że droga za Nim jest usłana różami. Wręcz przeciwnie- On mówił o krzyżu, o przeciwnościach, o zaparciu się siebie. I czasem sprawdza, czy potrafimy iść Jego drogami bez względu na wszystko, czy wybieramy je tylko dla jakichś przeżyć, dla własnego zadowolenia emocjonalnego. Tak na przykład o takiej próbie czytamy w Ewangelii św. Mateusza: "(...) przystąpił (do Jezusa) pewien uczony w Piśmie i rzekł do Niego: 'Nauczycielu, pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz'. Jezus mu odpowiedział: 'Lisy mają nory i ptaki powietrzne- gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć'" (Mt 8,19-20). Dziwna reakcja Jezusa. Normalnie, człowiek szukający uczniów, zareagowałby z entuzjazmem, zachęcając do zrealizowania tej decyzji. Zwłaszcza, że zwracał się z nią uczony w Piśmie, a więc jeden z tych, którym tak trudno było przyjąć naukę Jezusa. Jakiż Jezus miałby wtedy argument wobec swych przeciwników: "Zobaczcie, jeden z was jest Moim uczniem. On uwierzył. Dlaczego więc wy nie potraficie?". A tymczasem Jezus temu człowiekowi wylewa na głowę wiadro zimnej wody: "Chcesz iść za Mną. W porządku, ale przygotuj się na trudności". I my musimy się z tym liczyć jeśli chcemy autentycznie żyć wiarą, bo przecież wiara to naśladowanie Chrystusa, a na Jego drodze było niezrozumienie, odrzucenie i krzyż. I myślę, że kiedy będziemy na nie przygotowani, to kiedy przyjdą, będziemy je umieli przyjąć i właściwie przeżyć, a wtedy mogą one stać się dla nas darem. Dlaczego?
Tak to już jest z nami, że wszystko, nawet największe i najpiękniejsze rzeczy, często nam powszednieją. Przyzwyczajamy się do nich, a przez to nie potrafimy ich docenić i właściwie przeżywać. Zamykamy je w gniazdku wygody, formalizmu czy rutyny. A Bóg tego nie chce. W Dziejach Apostolskich czytamy: "Wybuchło wówczas wielkie prześladowanie w Kościele jerozolimskim. Wszyscy, z wyjątkiem Apostołów, rozproszyli się po okolicach Judei i Samarii" (Dz 8,1). Może, gdyby nie to prześladowanie, Kościół pozostałby małą wspólnotą, w której ludziom dobrze by było ze sobą. A przecież ostatnie przykazanie Jezusa brzmi: "Idźcie na cały świat". Dopiero więc trudności pobudziły tych chrześcijan do działania.
Przez fragment z osiemnastego rozdziału Ewangelii św. Mateusza Jezus mówi o następnej rzeczy, która łączy się nierozerwalnie z drogami wiary: "(...) Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego" (Mt 18,3). I tu znajdujemy dwie prawdy. Najpierw musimy się odmienić, a to jest związane z trudem. Potem mamy się stać jak dzieci, a dzieciństwo to nie tylko beztroskie lata, lecz także lata trudu, wyrzeczeń związanych ze zdobywaniem wiedzy potrzebnej do życia. Tak więc prawdą jest, że "przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego" (Dz 14,22).
Trudności ukazują nam także, jaka jest nasza ufność pokładana w Bogu. W nietypowych sytuacjach możemy się przekonać Kim tak naprawdę jest dla nas Bóg, który "wie (...), jak pobożnych wyrwać z doświadczeń" (2 P 2,9). On wie, tylko czy my zawsze o tym pamiętamy? Bo może jak Piotr mówimy Panu: "Choćby mi przyszło umrzeć z Tobą, nie wyprę się Ciebie" (Mt 26,35), lecz w obliczu przeciwności sprawdzają się słowa Jezusa: "Wy wszyscy zwątpicie we Mnie" (Mt 26,31). Te sytuacje ukazują więc nam prawdę o nas samych, o naszej wierze. Uczą nas pokory, przypominając, że skarb zbawienia nosimy w glinianych naczyniach kruchej woli (zob. 2 Kor 4,7). Dlatego ta nasza wola wciąż musi być hartowana, umacniana. I Bóg w nas to czyni. Choćby w taki sposób, jak ukazują nam to słowa z Księgi Wyjścia: "Bóg przybył po to, aby was doświadczyć i pobudzić do bojaźni przed sobą, żebyście nie grzeszyli" (Wj 20,20).
Tak więc trudności mogą naszą wiarę umocnić i oczyścić. O tym umacnianiu wiary przez przeciwności możemy przeczytać jeszcze między innymi w Liście św. Jakuba: "Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość" (Jk 1,2-3). I jest to chyba normalne, że lepiej, mocniej wierzy ten, który przeszedł różne trudności i wytrwał przy Bogu, tak jak lepiej pływa ten, który żeglował po wzburzonym morzu, a nie tylko po spokojnym oceanie.
Trudności także oczyszczają wiarę, na co wskazuje choćby Mądrość Syracha: "Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu- w piecu utrapienia" (Syr 2,5). Wtedy przekonujemy się o tym, czy skarb naszej wiary jest prawdziwy, czy są to tylko pozory pobożności.
Widzimy więc, że trudności są czasem potrzebne na drogach wiary. Nie znaczy to oczywiście, że mamy ich szukać, robiąc z siebie męczenników. Nie musimy tego robić, bo nawet Jezus w obliczu zbliżającej się męki prosił: "Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich" (Mt 26,39). Nie musimy więc ich szukać. One i tak wcześniej czy później same przyjdą. Ale kiedy to się już stanie i nie będziemy mogli przejść obok nich obojętnie, zajmijmy taką postawę, aby one przybliżyły nas do Boga.
Czym ta postawa, jaką powinniśmy przyjąć w obliczu trudności, powinna się cechować? Jak możemy radzić sobie z trudnościami? Przede wszystkim trzeba się zastanowić, na ile nasze problemy są realne. Niektórzy ludzie mają specyficzny talent do tworzenia sobie trudności, wyolbrzymiania ich czy doszukiwania się ich tam, gdzie ich tak naprawdę nie ma. Tworzy je nasza pycha, w której uważamy się za najmądrzejszych, myślimy, że to nasze zdanie jest jedynie pewne. Rodzą się one poprzez nadmierne przejmowanie się opinią społeczną, przesadne skupianie się na sobie, na swojej wizji świata czy przez błędnie przeżywaną wiarę. Trzeba także rozeznać dany problem. Zastanowić się, czy jest on natury duchowej, czy związany ze sprawami tego świata. Jest to ważne, gdyż musimy uważać, abyśmy, rozwiązując problemy doczesne, nie popadli w o wiele poważniejsze, bo Jezus ostrzega: "Cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie" (Łk 9,25). A czasami ludzie rozwiązują swe problemy uciekając do starych grzechów. Zachowują się jak Izraelici, którzy na pustyni chcieli wybrać sobie nowego wodza i wracać do Egiptu (zob. Lb 14,4). Lecz wtedy traci się wolność. Dlatego wciąż trzeba iść do przodu drogami wiary. Nawet wbrew sobie, odrzucając od siebie fałszywe lęki związane z pójściem za Bogiem.
Przypatrzmy się dwóm ludziom, którzy wyszli z ludem izraelskim z Egiptu, a którzy w ciężkich chwilach zachowali się inaczej niż wszyscy i tylko oni, z całego tego zgromadzenia, weszli do ziemi obiecanej. To Jozue i Kaleb. Oni zwrócili się do Izraelitów: "Jeśli Pan jest z nami" (Lb14,8)- widzimy, że byli to ludzie gotowi zaryzykować: "Albo droga, którą wskazuje Bóg, bez względu na cenę, albo żadna inna". Dlaczego mogli tak mówić? Ponieważ oni tej Bożej obecności byli pewni. Oni pamiętali o tym wszystkim, co wcześniej widzieli (zob. Lb 14,9). Oni wierzyli w Bożą miłość i był w nich duch posłuszeństwa względem słowa Bożego (zob. Lb 14,24). Patrząc na ich postawę i my w trudnościach nie dajmy się pomiatać uczuciom, nie skupiajmy się na stanie naszego ducha, na słowach tych, których wiara jest słaba, lecz na słowie Bożym, bo ono i obietnice w nim zawarte zawsze się spełnią (zob. Rz 9,28). Kierujmy się tym słowem także dlatego, że to słowo niesie z sobą pociechę (zob. 1 Tes 4,18; Za 1,13), a ta pomaga przetrwać trudne chwile.
Pośród wszystkich trudności powinniśmy także zawsze pamiętać o pierwszym przykazaniu: "Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie!" (Wj 20,3). Na pewno to boli, kiedy na przykład syn czy córka przestają chodzić do kościoła, popadają w złe towarzystwo, a rodzic pozostaje bezsilny. Jednak zawsze musi on mieć tę świadomość, że nikt nie jest ważniejszy od Boga.
Z powodu tej bezsilności, której doświadczamy wobec pewnych trudności, musimy nauczyć się pokory i te z nich, których nie potrafimy rozwiązać, trzeba po prostu omijać. Nie jesteśmy przecież wszechmogący, a nawet Ten, który jest wszechmogący, Jezus, czynił tak, szanując ludzką wolność. Czytamy o tym na przykład w Ewangelii św. Łukasza: "Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się" (Łk 4,29-30). Na pewno postawa tych ludzi była dla Jezusa problemem, ale On wiedział, że w tej chwili nie zmieni ich serc. I nie zesłał na nich ognia z nieba, lecz odszedł. Może jest tak, że pewnymi trudnościami, którymi się zamartwiamy, ma zająć się ktoś inny? Może potrzeba dłuższego czasu na ich rozwiązanie? I my nie rozbijajmy sobie głowy o mur pewnych spraw, postaw, których nie potrafimy rozwiązać, gdy obok nas jest tyle możliwości czynienia dobra.
Myślę, że tu ukazuje się nam kolejny sposób na to, jak radzić sobie z trudnościami. To umiejętność dawania i przyjmowania pomocy. W pewnym fragmencie Ewangelii św. Łukasza Jezus pyta Apostołów: "'Czy brak wam było czego, kiedy was posyłałem bez trzosa, bez torby i bez sandałów?'. Oni odpowiedzieli: 'Niczego'" (Łk 22,35). Gdy ci ludzie pełnili wolę Bożą, gdy o niej myśleli żyjąc według Bożych nakazów, te braki i problemy, które istniały w ich życiu, nie stanowiły dla nich tragedii. Bóg dawał im radość i siłę, tak, że zapominali o tym, co dla innych byłoby źródłem poważnych problemów. Dawał im to wszystko, czego potrzebowali. I zobaczymy, że kiedy nasze oczy będą otwarte na potrzeby bliźnich, to nasze problemy często wydadzą nam się śmiesznie małe.
Jednak pamiętając o swojej słabości, o tym, że nie jesteśmy samowystarczalni, że czasem mamy naprawdę poważne i rzeczywiste kłopoty i my także musimy umieć przyjmować pomoc innych, poprzez których może sam Jezus chce nam usługiwać: "Jezus (...) wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi (...)" (zob. J 13,1-17). Kiedy ma się trudności, to się przed nimi nie ucieka, lecz się je rozwiązuje. Choćby z pomocą innych.
Jezus pomaga nam w trudnościach poprzez ręce czy usta innych, ale czyni to także osobiście poprzez swoje łaski. Dlatego pamiętajmy, że On jest z nami poprzez wszystkie dni, aż do skończenia świata (zob. Mt 28,20), a dzięki temu w każdej sytuacji możemy stwierdzić, że "pokusa nie nawiedziła was większa od tej, która zwykła nawiedzać ludzi. Wierny jest Bóg i nie dozwoli was kusić ponad to, co potraficie znieść, lecz zsyłając pokusę, równocześnie wskaże sposób jej pokonania, abyście mogli przetrwać" (1 Kor 10,13). Pamiętajmy o tym, bo często wobec trudności, kryzysów na drogach wiary załamujemy się, odchodzimy od Boga, zbywamy spotkanie z Nim udając, że wszystko w porządku, że sami sobie poradzimy, a przecież wtedy tym bardziej potrzebujemy trwać na modlitwie i zwracać się do Tego, bez którego nic uczynić nie możemy (zob. J 15,5).
Tego właśnie uczy nas Chrystus, którego widzimy w Ogrodzie Oliwnym jak "pogrążony w udręce jeszcze usilniej się modlił" (Łk 22,44). Musi to być modlitwa pełna ufności w dobroć Boga, o której zapewniają nas słowa z Pierwszego Listu św. Piotra: "Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was" (1 P 5,7) czy Psalmu 37: "Powierz Panu swą drogę i zaufaj Mu: On sam będzie działał" (Ps 37,5). Pamiętajmy więc, że nie jesteśmy sami w trudnościach, że nie musimy polegać tylko na sobie. W tym trwaniu na modlitwie, nawet w obliczu trudności, może nam pomóc pamięć o Bożych łaskach, których niejednokrotnie doświadczyliśmy.
Myślę, że do takiej postawy wzywają nas także słowa skierowane przez Jezusa do Apostołów po przemienieniu na Górze Tabor: "Nie opowiadajcie o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie" (Mt 17,9). Jezus prosi ich, aby na razie o tym nie mówili, lecz aby o tym wydarzeniu pamiętali, bo przyjdzie właściwy czas, aby mówić o wielkich dziełach Pana. I wydaje mi się, że pamięć o tych dziełach pozwoliła im trwać, aż do zmartwychwstania i dalej. Zapisujmy więc sobie wielkie dzieła Boże, których doświadczamy i powracajmy do nich, gdy będzie nam ciężko.
Pamięć o tym, co Bóg czyni, kieruje nas ku następnej rzeczy, która może okazać się pomocna w trudnościach. To modlitwa uwielbienia. W Ewangelii św. Łukasza czytamy, że Apostołowie po wniebowstąpieniu Jezusa "z wielką radością wrócili do Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni wielbiąc i błogosławiąc Boga" (Łk 24,52-53). Oni nie rozpaczali, że Jezus ich opuścił. Nie narzekali, mówiąc sobie, że przecież jeśli Jezus zmartwychwstał, pokonał śmierć, to teraz naprawdę mógłby z nimi zostać, aż do skończenia świata. Apostołowie tego nie uczynili. Przyjęli wolę Bożą. Przyjęli wolę Jezusa, który pragnął być z nimi, lecz w inny sposób, a mianowicie przez Swego Ducha. Oni zgodzili się na to i wielbili Boga, a to pozwalało im z radością iść przez życie, nawet "pod prąd". Podobnie i św. Paweł radzi Filipianom, że radość w Panu i zaufanie w Nim złożone napełniają serce i umysł człowieka pokojem, który przewyższa wszystko (zob. Flp 4,4-7). Także wszelki niepokój towarzyszący pojawiającym się trudnościom.
I w końcu w chwilach trudności pamiętajmy, że są one czymś przejściowym, bo przecież "przemija (...) postać tego świata" (1 Kor 7,3). Przemija to wszystko, co dla wielu stanowi tak wielką wartość, o którą tak bardzo zabiega. Skończy się czas takiego czy innego problemu, którym tak bardzo się zamartwiamy. Dlatego też opis właściwej postawy wobec wszelkich przeciwności możemy odnaleźć choćby w Księdze Mądrości: "Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności" (Mdr 3,4). Tym bardziej taka nadzieja powinna być w tych, którzy przecież oczekują nowej ziemi i nowego nieba, gdzie Bóg "otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu (...)" (zob. Ap 21,1-4). A więc, bracie i siostro, w obliczu trudności, wewnętrznych cierpień "nie unoś się gniewem z powodu złoczyńców ani nie zazdrość niesprawiedliwym, bo znikną prędko jak trawa i zwiędną jak świeża zieleń", ale "miej ufność w Panu i postępuj dobrze, mieszkaj w ziemi i zachowaj wierność" (Ps 37,1-3). Tak właśnie postępujmy, bo przecież Jezus mówi: "(...) kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony" (Mt 10,22).
do góry
WebDesign © by Szymon Rochowiak | Copyright © 2002-2006 EGEIRO
Wszelkie prawa zastrzeżone