Strona główna
Czym są wspólnoty
 przymierza?
Historia wspólnoty
Treść przymierza
Nasza wspólnota
Wydarzenia
Nauczanie
Archiwum
Słowo Boże
Adres
Linki
Nauczanie
KARNOŚĆ

W człowieku jest pragnienie podobania się. Stara się on podobać ludziom. Stąd też rodzi się na przykład wszelkiego rodzaju moda. Inni troszczą się o odpowiednią dietę, by mieć właściwą sylwetkę. Pragnienie podobania się ludziom objawia się też w trosce o to, co powiedzą o nas inni. Jest w nas także inne pragnienie podobania się. Jest to pragnienie podobania się Bogu. Te dwa pragnienia żyją sobie w naszych sercach obok siebie. W życiu chrześcijańskim chodzi jednak o to, aby pragnienie podobania się Bogu było mocniejsze od pragnienia podobania się ludziom, gdyż Pismo naucza, iż trzeba tak żyć, "aby podobać się nie ludziom, ale Bogu" (1 Tes 2,4). Oczywiście nie chodzi o to, że nie jest ważne, jak się będziemy, dajmy na to, ubierali. Chodzi o to, aby na pierwszym miejscu było pytanie: "Czy moje życie podoba się Bogu?".
Pragnienie podobania się Bogu wyraża człowiek na różne sposoby. Robi sobie na przykład postanowienia, że coś zrobi dla Boga, by Ten był z niego zadowolony. Kiedy indziej, gdy sumienie przypomina, że ludzie, którzy dopuszczają się pewnych rzeczy żyjąc "według ciała, Bogu podobać się nie mogą" (Rz 8,8), rodzi się w sercu postanowienie poprawy, bo przecież człowiek chciałby, aby Bóg o nim dobrze myślał. I zaczyna się walka z grzechem. Wiemy jednak, że łatwo jest coś powiedzieć, coś zadeklarować. Łatwo przychodzi chcieć być innym. To tak prosto sobie wyobrazić, postanowić. O wiele trudniejsza jest realizacja tego wszystkiego. Realizacja stała i skuteczna. Nasze "ja" wyprowadza nas często na manowce. Doprowadza do zmęczenia, zniechęcenia, zagubienia na drogach życia. Co więc robić?
Ci, którzy pragną podobać się ludziom, choćby przez swój wygląd zewnętrzny, nie mają problemów, aby nauczyć się dyscypliny w przestrzeganiu diety czy wykonywaniu ćwiczeń. Wyczytali gdzieś: "Chcesz zachować sylwetkę- spożywaj taką a taką ilość takiego a takiego rodzaju pokarmu tyle a tyle razy dziennie". Tyle. I ci ludzie trzymają się tego z wielką konsekwencją. Ta postawa uczy nas, że aby podobać się Bogu, trzeba także i na drogach wiary z konsekwencją czynić to, co Bóg do nas mówi, do czego On nas wzywa. Trzeba poddać się Bożemu prowadzeniu patrząc "na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala" (Hbr 12,2). Oczywiście, że trzeba pamiętać o działaniu Bożej łaski. Jednak łaska nie niszczy natury i ze swej strony też musimy coś zrobić, by w tej łasce wytrwać. Dlatego wydaje mi się, że tylko konsekwencja w życiu, w tym, czym Bóg nas obdarzył, czego nas nauczył, do czego nas wzywa pomoże nam stać się człowiekiem, który będzie podobał się Bogu.
W Psalmie 50 czytamy: "A do grzesznika Bóg mówi: 'Czemu wyliczasz moje przykazania i masz na ustach moje przymierze ty, co nienawidzisz karności i moje słowa rzuciłeś za siebie?" (Ps 50, 16-17). Iluż ludzi nazywających siebie chrześcijanami nienawidzi karności. Wiarę opierają na swoich uczuciach, pragnieniach, zachciankach, potrzebach. Bóg tymczasem mówi, że na drogach wiary potrzebna jest nam karność. Posłuszeństwo Jego przykazaniom. Iluż ludzi mówi nieraz: "Nie będę się zmuszać do pójścia do kościoła, na spotkanie modlitewne czy do osobistej modlitwy". Takie stwierdzenie jest wyrazem braku wiary lub rozpoczynającego się kryzysu. W chodzeniu do pracy czy szkoły nie kierujemy się uczuciami. W tej dziedzinie życia potrafimy dochować karności. Dlaczego na płaszczyźnie religijnej postępujemy inaczej? Niestety dla zbyt wielu osób fundamentem wiary są ich uczucia, a wiemy jak te są zgubne i zmienne. Jeśli będziemy im ulegać, bardzo szybko możemy stracić żywy kontakt z Bogiem. Dlatego, jeżeli chcemy być ludem Bogu wiernym, nie możemy odrzucać karności z życia religijnego.
Pierwsza rzecz, o jakiej musimy pamiętać w poruszanym przez nas zagadnieniu, to ta, że granice karności wyznacza Boże słowo, a nie nasze, nawet najbardziej pobożne, pragnienia, postanowienia. Tylko wtedy karność przestanie być dla nas ciągłym wysiłkiem, męczącym nas i dręczącym sumienie zastanawianiem się, czy jeszcze podobam się Bogu, czy to, co robię, już wystarczy, aby podobać się Bogu. W tej karności, opartej na słowie Bożym, będziemy mogli też usłyszeć na przykład wezwanie do odpoczynku, tak jak czytamy o tym choćby w Ewangelii św. Marka: "(Jezus) rzekł do (Apostołów): 'Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco!" (Mk 6,31). Bóg zna nasze możliwości i dlatego nie stawia nam wymagań ponad nasze siły. On nie żąda od nas wiele. Możemy się o tym dowiedzieć choćby z Księgi Powtórzonego Prawa: "A teraz, Izraelu, czego żąda od ciebie Pan, Bóg twój? Tylko tego, byś się bał Pana, Boga swojego, chodził wszystkimi Jego drogami, miłował Go, służył Panu, Bogu twemu, z całego swojego serca i z całej swej duszy, strzegł poleceń Pana i Jego praw" (Pwt 10,12-13). W tym wszystkim Bóg jeszcze nas zapewnia: "Wystarczy ci mojej łaski" (2 Kor 12,9).
Bóg mówi także jasno o tym, czego chce i co jest Mu miłe. Nie chce nic ponad to. O tym możemy się z kolei przekonać z piętnastego rozdziału Pierwszej Księgi Samuela. Czytamy tam o tym, jak to Saul nie posłuchał głosu Pana. Sam od siebie chciał złożyć Bogu w ofierze zwierzęta obłożone klątwą. I choć mogło by się wydawać to dobre, bo przecież chciał to uczynić dla Boga, Saul został odrzucony. Usłyszał od Samuela: "Czyż milsze są dla Pana całopalenia i ofiary krwawe od posłuszeństwa głosowi Pana? Właśnie lepsze jest posłuszeństwo od ofiary, uległość- od tłuszczu baranów. Bo opór jest jak grzech wróżbiarstwa, a krnąbrność jak złość bałwochwalstwa. Ponieważ wzgardziłeś nakazem Pana, odrzucił cię On jako króla" (1 Sm 15,22-23).
Granice karności wyznacza także powołanie, jakim nas Bóg obdarza. Zarówno powołanie do życia w takim czy innym stanie, na przykład w małżeństwie, jak i powołanie zawodowe. Przypominają o tym choćby słowa Jana Chrzciciela zapisane w Ewangelii św. Łukasza (zob. Łk 3,10-14).
Chrześcijańska karność powinna być również określona przez środki wzrostu w wierze. Według podstawowych kursów mówiących o życiu chrześcijańskim, opartych na fragmencie pochodzącym z drugiego rozdziału Dziejów Apostolskich (zob.Dz 2,42), są nimi czytanie słowa Bożego i życie nim, trwanie we wspólnocie, uczestnictwo w życiu sakramentalnym i wierność modlitwie. Tak jak sportowcy chcący stać się mistrzami powtarzają pewne ćwiczenia do upadłego, do osiągnięcia perfekcji, tak i my powinniśmy trzymać się tych czterech rzeczy, aż staną się one normą naszego życia, bez względu na stan emocjonalny. Przecież jemy czy chodzimy do pracy nie tylko wtedy, gdy wszystko się świetnie układa. Jeżeli więc tak pilnujemy rzeczy potrzebnych w życiu doczesnym, to chyba tym bardziej powinniśmy czynić to, co pomaga zachować życie wieczne. Tym bardziej te rzeczy powinny wpływać na nasze decyzje, kształtować naszą codzienność.
Karność, do jakiej wzywa nas Bóg, to nie surowa, bezduszna i bezmyślna dyscyplina prowadząca do sztywnej rutyny i wewnętrznego znudzenia. Właściwie przeżywana karność to wyraz między innymi mądrości, bo przecież te ramy, które sobie wyznaczamy, mają nas nie ograniczać, ale chronić. Jeśli na przykład zbudowano by stację kosmiczną na Marsie, to każdy, kto chciałby przeżyć, nie wyszedłby poza nią, wiedząc, że zewnętrzne środowisko zniszczyłoby go. Tak samo jest na drogach wiary. Odrzucenie wszelkiej karności niszczy życie duchowe.
Pragnienie życia w karności jest także wyrazem mądrości w związku z toczącą się wokół nas i w nas walką duchową. Żaden człowiek wcielony do wojska nie staje się od razu wzorowym żołnierzem. Najpierw jest mu potrzebny trening zwany szkoleniem. Jest tam ktoś, kto wydaje rozkazy, dopinguje, przestrzega dyscypliny. W armii musi panować dyscyplina. Wzorowemu żołnierzowi łatwiej przeżyć. Jeśli więc nie chcemy dać się zniszczyć w walce duchowej, pamiętajmy o konsekwencji w realizowaniu Bożych nakazów.
Podjęcie karności jest także wyrazem świadomości wiary. Jeżeli na przykład ktoś ceni sobie swoją posiadłość, otacza ją płotem i zawiesza tabliczki z napisem: teren prywatny. Coś, co jest moje, co jest dla mnie cenne, chronię ogrodzeniem. Nie dlatego, aby ograniczać swą przestrzeń życiową, ale dlatego, by ją zabezpieczyć i cieszyć się tym, co zostało mi dane. Stąd też i na drogach wiary zobowiązania, których się podejmuję, choćby poprzez przymierze zawarte z Bogiem, mają chronić wiarę, jeśli jest ona dla mnie czymś cennym. Ja chcę się cieszyć tym, co otrzymałem z Bożej łaski. Jeśli natomiast nie rozumiem tego, czym jest wiara, to wszelkie zobowiązania, wszelka karność nie będą zabezpieczającym ogrodzeniem, lecz zasiekami z drutu kolczastego wokół obozu koncentracyjnego, którym wiara przy takiej postawie może się stać. Obozem, w którym człowiek pozostaje nie ze świadomej miłości, ale ze ślepego strachu. Obozem, w którym czasem wszystko może stać się w końcu obojętne, z którego pragnie się uciec.
Jak widać, jeśli chcemy we właściwy sposób podejść do problemu karności na drogach wiary, to musimy nauczyć się przeżywać ją w miłości i mądrości. Przede wszystkim w miłości do Boga. Ja wiem, w Kogo ja wierzę i chcę zrobić wszystko, by zabezpieczyć swą relacją z Nim. Karności podejmuję się także z miłości do siebie. Ja wiem, w czym chcę wzrastać, czego chcę chronić. Chcę to czynić, bo przecież grzech tak łatwo nas zwodzi (zob. Hbr 12,1). Dlatego trzeba postawić nie sobie, ale jemu zasieki. Wtedy będziemy mogli doświadczyć słów: "Kto strzeże karności, ten idzie ku życiu" (Prz 10,17). O prawdziwości tych słów możemy przekonać się choćby z historii. Ludy, które odrzucały karność, upadały. Odrzucenie dyscypliny prowadziło do klęski. Pamiętając więc, że tylko "głupcy odrzucają mądrość i karność" (Prz 1,7) wypiszmy w naszej pamięci, w naszych sercach, może gdzieś w naszych domach to proste wezwanie: "Trwajcież w karności!" (Hbr 12,7).
do góry
WebDesign © by Szymon Rochowiak | Copyright © 2002-2006 EGEIRO
Wszelkie prawa zastrzeżone